MainMenu
 

Pasożyty, grzyby - małe zabójce

Temat rozpoczęty 4 lata 9 miesiąc temu przez eljasz

829 Odsłon

Nowy post przez eljasz » środa, 15 kwietnia 2009. 07:53

Narodowe pasożyty. (Świat Nauki luty 2009)

"Spośród pierwotniaków atakujących człowieka na szczególne zainteresowanie zasługuje Toxoplasma gondii, zapewne najskuteczniejszy z pasożytów świata.

Nie gardzi ciałami żadnych ssaków i ptaków, od ryjówki po słonie i od kolibrów do kondorów. Swój sukces zawdzięcza umiejętności manipulowanie funkcjami dwóch bardzo ważnych układów gospodarza: odpornościowego i nerwowego.

Pierwszy trick polega na tym, że pasożyt wzmacnia reakcję odpornościową ofiary i w ten sposób skłania większość swoich mnożących się pobratymców {których w zainfekowanym organizmie mogą być tysiące) do przemiany w bardzo trwałe formy przetrwalnikowe. W tej postaci mogą one czekać nawet kilkadziesiąt lat, aż wraz z zainfekowanym zwierzęciem zostaną zjedzone przez kota, w którego jelitach się rozmnożą. Dopóki to nie nastąpi, toksoplazma nie nęka swojego gospodarza (wyjątkiem są jedynie płody, noworodki oraz osoby o mocno osłabionej odporności — dla nich bywa bardzo groźna.)

Pierwotniak ze szczególnym upodobaniem atakuje mózg i modyfikując jego funkcjonowanie, stara się zwiększyć prawdopodobieństwo spotkania chorego z kotem. Dowiedziono tego podczas badań na szczurach. Gryzonie te panicznie boją się kociego zapachu, gdy jednak zostaną zainfekowane przez toksoplazmę, radykalnie zmieniają upodobania — woń drapieżnika zaczyna je przyciągać. Dla pasożytów oznacza to ułatwiony dostęp do kociego układu pokarmowego, gdzie kończą swój cykl życiowy.

Wydaje się, że zdolność T. gondii do manipulowania osobowością gospodarza może mieć konsekwencje dla gospodarza. Co trzeci mieszkaniec Ziemi (2 mld ludzi!) jest zarażony pierwotniakiem, wpływającym na jego mózg. Ludzie jednak nie muszą obawiać się kotów - przeciwnie, udomowili je jako jedne z pierwszych zwierząt - ale toksoplazma nie jest tego świadoma, co więcej, podziela nasze zamiłowanie do tych czworonogów i może je wzmacniać.

Kevin Lafferty z Universiy of California przeprowadził badania nad możliwym wpływem toksoplazmy na cechy psychiczne różnych narodów, a jego praca pod znamiennym tytułem" Can the common brain parasite T.gondii influence human coulture?" - ( Czy pospolity pasożyt mózgu - T.gondii może kształtować kulturę) ukazała się w 2006 roku na łamach prestiżowego The Royal Society Proceedings B i wywołała sensację.

Lafferty dowodził w niej, że osoby zarażone przez pasożyta wykazują subtelne, ale statystycznie istotne zmiany osobowości, przejawiające się odmiennie u obu płci. Kobiety są bardziej inteligentne, uczuciwe, społeczne i skłonne do podporządkowania się regułom, mężczyźni natomiast mają niższą inteligencję i łagodniejsze usposobienie. Cechą, która łączy nosicieli obu płci jest podniesiony poziom neurotyczności - wykazują zwiększone poczucie winy, brak zaufania do siebie i napady lękowe. Lafferty twierdzi, że cechy te - kiedy występują u znacznej części populacji (w W. Brytanii to 7% ludności, w Brazylii - 67%) - wpływają na kształtowane przez pokolenia cechy narodowe."

///////////


poszukuje dalszych opisów w temacie pasożyty i grzyby, oczywiście ogólna zasada działania to wydzielanie toksyn do tkanki nerwowej i uruchamianie stanów psychicznych.

od cztelnika forum otrzymałem: Czytałem kiedyś o szkodliwym wpływie jakiegoś grzyba chyba muccor albicans. lub podobny. Mamy go cały czas w organizmie, ale zaczyna nam szkodzić dopiero po spełnieniu przez organizm pewnych parametrów:

zwiększenia ph kwaśnego, zanik pewnych struktur we krwi zwanych protitami, sklejanie się krwinek. Wtedy ten grzyb przechodzi w inną swoją postać, właśnie pozlepiana z innymi grzybami i jest wielce szkodliwy dla człowieka. Walka z nim polega na ponownym sprowadzeniu go do formy prostszej.

Tutaj fragment z artykułu Źywii Piaskowskiej [psycholog, analityk medyczny, wieloletnie doświadczenie w pracy w laboratorium analitycznym. Autorka min. "Alchemi Zdrowia" Wyd. 1994r.]

"Jak ważne jest wielokrotne badanie kału na jaj pasożytów można wyjaśnić na konkretnym przypadku.

W laboratorium, gdzie wiele lat pracowałam, badania na jaja pasożytów były oczywiście rzeczą codzienną. Raz zdarzało się więcej wyników dodatnich komentowanych „ach jaka śliczna glista" itp., raz następowała kompletna posucha.

Aż trafiła się nam pacjentka - zmora. Pomijając to, że należała do osób przeraźliwie nudnych i namolnych, i że godzinami opowiadała nam o swoich dolegliwościach, skierowanie miała na badanie co dwa dni przez okres miesiąca. Skierowanie od parazytologa! Badanie na cysty lamblii. Sami byliśmy ciekawi wyników, bo wiadomo, że lamblie są bardzo kapryśne. Pierwsze, drugie, trzecie badanie - wyniki są ciągle negatywne,

Gdzieś po tygodniu pojawiła się pojedyncza cysta. Potem stopniowo było ich coraz więcej, aż pewnego dnia pole widzenia było nimi dosłownie gęsto usiane. A następnie proces postępował odwrotnie, cyst szybko ubywało i ponownie wyniki były negatywne."


Re: pasożyty, grzyby.

Nowy postprzez eljasz » czwartek, 25 lutego 2010, 21:07


uwolnij się od wydzielin swojego pasożyta.....który zniewala twoją psychikę

ukazał się ciekawy, wprost fundamentalny opis działania pasożytów w czasopiśmie

"charaktery" styczeń 2010 art. p.t. "Teatr Marionetek"

nie mam na razie fragmentów jego zapisu, ale może ktoś posiada.

w krótkim komentarzu zwrócę uwagę, żeby nie brać pod uwagę przypuszczeń badaczy co do mechanizmów działania pasożytów tam opisanych, bo w swojej niemocy intelektualnej oświadczają, że owady są mądrzejsze od człowieka w znajomości dozowania neuroprzekaźników.

oczywiście ja odwołuję się do wiedzy o systemach sterowania opartych na procesorze i o TAKIE działania chodzi przy zarażaniu nosicieli.

i tak np. są opisane przypadki oddziaływania wścieklizny na człowieka już po wyleczeniu, jako zmiany psychiczne u takiego zarażonego.

pójdę dalej w interpretacji zjawiska i dodam, że taki wirus przebudowy wuje DNA i wydzielane

neuroprzekaźniki usposabiają takiego osobnika do przyjaznych oddziaływań w stosunku do źródła wirusa czyli do PIESA. wtedy człowiek bez żadnych oporów zaczyna kochać psy, które stają się władcami ludzia.

zaczyna je karmić, zabijając inne zwierzęta i leczyć ze wszelkich dolegliwości, a potem wpajać człowiekowi że "ja pies myślę i czuję", "jestem twoim bogiem".

opisują w artykule jak to osa prowadzi zarażonego karalucha na smyczy do swojego gniazda, aby go pożreć, i czy różni się ten mechanizm od relacji pies ludzki osobnik.


Re: pasożyty, grzyby.

Nowy postprzez Sandra » sobota, 6 marca 2010, 12:32


"Teatr Marionetek", pisze Simone Einzmann

"Niektóre pasożyty potrafią zawładnąć mózgiem zwierząt i manipulować zachowaniem gospodarzy Toksoplazmoza na przykład sprawia, że myszy ku swojej zgubie zakochują się w kotach. A co czyni ten pasożyt z człowiekiem?

Szarańczaki unikają wody, bo nie potrafią pływać. Jednak z tajemniczych przyczyn niezliczone ilości przedstawicieli tego gatunku nagle rzucają się do stawów, jezior czy rzek. Kiedy tylko ciało szarańczaka dotknie powierzchni wody, z jego odwłoka wystrzeliwuje robak 3-4-razy dłuższy od niego. Okazuje się, że szarańczaka pcha do wody - niczym aktor poruszający marionetką na scenie - pasożyt nazywany nicieniakiem (Spinochordodes tellinii). Pcha pcha bezwolnego owada ku śmierci po tym, jak jego po tym jak, sam rozwinął się w jego organizmie do dorosłej postaci. Zmusza szarańczaka do lotu w kierunku wody, bo tylko tam może się rozmnażać.

Pasożyty, tak jak inne stworzenia, wtoku ewolucji stale się rozwijały. W wyścigu ożycie z gospodarzami- żywicielami musiały nieustannie i specjalizować. Po milionach lat dostały się do centrum dowodzenia – do mózgu. Nigdzie indziej nie mogą tak efektywnie sterować zachowaniem gospodarza dla własnych korzyści.


Mamy żywot karalucha.

Karauchy są , jak wiadomo, owadami wyjątkowo odpornymi na niesprzyjające warunki środowiskowe. Ale i one są bezsilne wobec neuropasożytów. Niebieskozielona błyszcząca osa szmaragdowa (Ampulex compressa), żyjąca m.in. wafgańskich i australijskich lasach tropikalnych, czyni sobie poddanym karalucha amerykańskiego (Peńplaneta americana) po to, by dostarczyć swojemu potomstwu żywy pokarm. Osa precyzyjnym ukłuciem w zwój piersiowy karalucha paraliżuje jego przednie kończyny na kilka minut, by nie mógł przeciwstawić się drugiemu, niszczycielskiemu już ukłuciu w głowę. Czujniki umieszczone na szczycie trującego żądła umożliwiają osie wprowadzenie go - jak endoskopu - przez zewnętrzny szkielet karalucha

prosto do jego mózgu. Tam osa nie wstrzykuje trucizny w miejsce przypadkowe, lecz man żądłem dotąd, aż znajdzie obszar odpowiedzialny za odruch ucieczki - protocerebrum. Zaaplikowana w to miejsce trucizna nie paraliżuje karalucha całkowicie, a jedynie uniemożliwia mu sterowanie własnym ciałem. - Osa chwyta wtedy czułek karalucha i prowadzi go jak psa na smyczy do swojego gniazda - tłumaczy neurobiolog Frederic Libersat z izraelskiego Uniwersytetu Ben-Guriona w Beer Szewie. Karaluch grzecznie podąża za prawie trzy razy mniejszą od niego osą do jej gniazda Tu pasożyt pasożyt zatyka żwirem wejście i składa na brzuchu jajo.

Larwa osy wykluwa się po około trzech dniach. Początkowo odżywia się płynem ustrojowym gospodarza, nie zakłócając jego funkcji witalnych. - Gdyby osa natychmiast zabiła karalucha, ten rozłożyłby się po 24 godzinach i byłby nieprzydatny - twierdzi Libersat. Po kilku dniach larwa wwierca się do wnętrza gospodarza i powoli dorasta. Przez osiem dni kawałek po kawałku wyżera wnętrze karalucha. Potem przędzie tam kokon, z którego wychodzi po prawie miesiącu jako dojrzała osa. I cykl rozpoczyna się od nowa.

Pająk zdalnie sterowany.

Libersat przypuszcza, że jad osy wyłącza aktywność dokładnie tych neuronów, które wydzielają neuroprzekaźnik oktopaminę. Oktopamina jest u kręgowców odpowiedzialna za sterowanie złożonymi wzorcami zachowań, takimi jak ucieczka czy walka. Ma zatem - jak twierdzi Libersat - funkcję podobną do noradrenaliny u kręgowców. Kiedy badacz wstrzykiwał oktopaminę do mózgów zainfekowanych karaluchów,

budziły się one z transu i zaczynały się znowu poruszać.

W lasach tropikalnych Korsyki swój niecny proceder uprawia inny gatunek owadów; gąsieniczka Hymenoepimecis argyraphaga.

O ile osa szmaragdowa wprawia swego gospodarzy tylko w pewien stan zamroczenia, o tyle strategią gąsienicznika jest bardziej wyrafinowana.

Wykorzystuje on pająka z rodziny krzyżakowatych Plesiometa argyra jako gospodarza dla swych jaj. Gąsienicznik ogłusza pająka na krótko ukłuciem, by starannie przykleić swoje jajo do odwłoka ofiary, pająk dojdzie do siebie, przez kilka dni zachowuje się zupełnie normalnie. Tka perfekcyjnie symetryczne sieci, poprawia je i wzmacnia. Ale po dwóch tygodniach larwa wstrzykuje w pająka kolejną substancję. Tym razem zmienia jego system nerwowy i i zachowanie; pająk nagle zaczyna budować sieć zupełnie inną od tkanych zazwyczaj, Zawarte w jadzie gąsienicznika substancje psychoaktywne prowadzą najwyraźniej do tego, że pająk zatrzymuje się we wczesnym stadium tworzenia sieci i raz rozpoczęty odcinek tka ciągle od nowa.

Zamiast płaskiej okrągłej sieci powstaje wzmocniona trwała platforma - doskonała kryjówka dla potomstwa Gąsienicznika.

Kiedy platforma ta jest gotowa, larwa znów wstrzykuje jad, który tym razem zabija pająka, i zjada go. A utkana przez pająka platform, znacznie bardziej trwała niż zwykła sieć, służy za osłonięty od wiatru i deszczu matecznik, w którym dokonuje się przepoczwarzenie owada.

Jednym z pierwszych naukowców badających cykl rozwojowy gąsienicznika był etolog William Ebefhard z Universidad de Costa Rica w San Jose. Przypuszcza on, że larwy gąsienicznika precyzyjnie manipulują tymi komórkami nerwowymi, które sterują rutynowym zachowaniem podczas tkania sieci. - Mamy do czynienia z substancją bardzo skuteczną, której działanie objawia się stopniowo - mówi Eberhard. Podkreśla, że nawet gdy w trakcie badań usuwał larwy z gospodarzy, to i tak wciąż pracowały one pilnie, produkując swe dziwaczne sieci. Do normalnych zachowań pająki powracały dopiero po kilku dniach. - Fascynujące jest to, że że larwy gąsienicznika hamują bardzo konkretne etapy budowy sieci, w wyniku czego powstaje sieć doskonale dostosowana do ich potrzeb - mówi Eberhard.


Gąsienica obronna.

Mało który owad opanowuje swojego gospodarza na tak długo jak gatunek osy o łacińskiej nazwie Glyptapanteles. Jej ofiarami młode gąsienice motyla (Tghyrinteina leucocerae). Pasożyt ten najpierw wstrzykuje im około 80 jaj. Kiedy larwy dojrzeją, przegryzają się przez skórę gospodarzy i na pobliskiej gałęzi przędą kokon. Jednak na tym rola gąsienicy nie kończy się. Po wykluciu się larw osy, gąsienica wygina się nad nimi służąc jako parasol, nie ruszając się ani nie odżywiając. Jeśli jednak jednak zbliża się jakiś drapieżnik, np.. odorek zieleniak, gąsienica zaczyna się wyginać i uderzać do swoim ciałem, aż tamten umknie. Kiedy tylko osy wyklują się, gąsienica umiera.

Niezwykła zachowanie gąsienicy motyla wzbudziło zainteresowanie biologa Ame Janssena z Uniwersytetu w Amsterdamie. W w roku 2008 Janssen umieścił 400 zaatakowanych przez pasożyty gąsienic na drzewach guana w Brazylii. Gdy larwy się przepoczwarzały, z połowy legowisk" usunął „gąsienice - ochroniarzy".

Okazuje się, że poczwarki, które były strzeżone przez gąsienice, miały dwukrotnie większe szanse na przeżycie całego cyklu rozwojowego.

W jaki sposób larwy osy mogły wpłynąć na na zachowania gąsienicy, mimo że nie znajdowały się już w ciele? Czyżby pozostawiły w organizmie gospodarza coś, co kontrolowało go w dalszym ciągu? - Kiedy przeprowadziliśmy sekcje zwłok gąsienic, znajdowaliśmy zawsze jedną lub dwie larwy, które pozostały w organizmie gospodarza, nawet jeśli reszta wylęgu już zdążyła utkać kokon - tłumaczy Janssen. Należy zatem przyjąć, że kilka larw poświęcało się dla swego rodzeństwa, aby w dalszym ciągu kontrolować gąsienicę.


Zachorować na kota.

O ile zachowanie zwierząt w relacji pasożyt - gospodarz może fascynować, to już myśl o tym, że człowiek również mógłby stać się ofiarą maleńkich drobnoustrojów, jawi się niczym koszmar science fiction. A jednak istnieje rzeczywiście pasożyt, który prawdopodobnie wpływa na ludzkie zachowanie. To Toxoplasma gondii, gatunek pierwotniaka wywołujący wywołujący toksoplazmozę.

Pasożyt ten atakuje głównie koty. jednak zarażanych jest nim, w zależności od kraju i regionu, od 15 do 85 procent ludzi! W samych Niemczech przeciwciała przeciwko Toxoplasma gondii posiada około 60 procent społeczeństwa, w Szwajcarii jeszcze więcej. Zachorowanie następuje z reguły bez wyraźnych oznak, mimo że pasożyty często wykształcają cysty w mózgu. Jeśli jednak zakażeniu kobieta ciężarna, może to prowadzić do śmierci płodu. Z tego powodu test na toksoplazmozę należy w Niemczech do standardowych badań w okresie ciąży

Toksoplazmozą można się zarazić jedząc niedogotowane mięso lub poprzez kontakt z kocimi odchodami.

Toxoplasma gondii stała się znana dzięki zadziwiającemu zjawisku; zaatakowane przez nią myszy i szczury przestawały się bać kotów, ba, wyrażały intensywne zainteresowanie nimi."


Re: pasożyty, grzyby.

Nowy postprzez eljasz » niedziela. 7 marca 2010, 11:20

Toxoplasma gondii stała się znana dzięki zadziwiającemu zjawisku: zaatakowane przez nią myszy i szczury przestawały się bać kotów, ba, wyrażały intensywne zainteresowanie nimi. To wyrafinowana strategia - zarazki toksoplazmozy mogą się rozmnażać tylko w organizmie kotów - biologowie. Tego w jaki sposób udaje im się wywołać u gryzoni śmiertelną sympatię do kotów - biologowie nie potrafią do końca wytłumaczyć. Przypuszcza, że drobnoustroje manipulują drogami przekazywania sygnałów w mózgach gospodarzy. Badania prowadzone na zainfekowanych myszach wykazały znamienną koncentrację neuroprzekaźników noradrenaliny i dopaminy w układzie limbicznym - części mózgu aktywnej podczas reakcji alarmowych i odczuwania strachu.. Powoduje to, że zwierzęta są mniej czujne kiedy zwęszą koci mocz - podczas gdy w normalnych warunkach zapach ten jest dla gryzoni sygnałem do ucieczki W roku 1990 praski neurobiolog Jaroslav Flegr postawił. Tezę. że toxoplasmy uprawiają swój proceder nie tylko w mózgach kotów, ale również w ludzkich. Wywołało to wielkie poruszenie. - U człowieka nierozpoznane infekcje, w tym pasożytnicze, powodują w dłuższej perspektywie zmiany osobowości - twierdzi Flegr. Swoje wnioski oparł na kilku seriach badań, w których 1000 osobom cierpiącym na toksoplazmozę zadawał pytania dotyczące charakteru. Otrzymywane wyniki porównywał z wynikami uzyskanymi od osób zdrowych.

Wniosek Flegra z badań jest następujący: kobiety pod wpływem zarazków stawały się bardziej inteligentne, otwarte i życzliwe, mężczyźni natomiast głupsi, bardziej zazdrośni i zbuntowani.

W kolejnych badaniach Flegr stwierdził też. że zakażeni toksoplazmozą częściej byli uczestnikami wypadków komunikacyjnych.- Przyczyny tego badacz upatrywał w tym, że z jednej strony pasożyt zwiększał u chorych gotowość do podjęcia ryzyka, a z drugiej zmniejszał ich zdolność reakcji - podobnie jak w przypadku chorych myszy. - Ludzie zmienili się tym mocniej, im dłużej byli zakażeni - twierdzi Flager.

Naukowiec przyznaje, że jak dotąd mamy do czynienia tylko ze ze statystyczną korelacją, a nie z udowodnionym związku przyczynowym. Żeby to zmienić, należy zbadać procesy biochemiczne w mózgu, które mogłoby prowadzić do takich zmian osobowości.

Na pierwszy rzut oka wnioski Flegra wydają się groteskowe - w końcu człowiek nie jest normalnie kocim pożywieniem, więc z ewolucyjnego punktu widzenia manipulowanie człowiekiem przez pasożyta wydaje się nonsensowne. Ale Flegr przypomina, że praczłowiek bywał zjadany przez wielkie koty. - Poza tym pasożyt nie spostrzega, że organizm ich gospodarza oznacza dla nich drogę bez wyjścia i wbrew wszystkiemu odgrywają swoje sabotażowe scenariusze - tłumaczy czeski biolog.


Pasożyty schizofrenii?

Tezy Flegry zdawały popadać w zapomnienie, gdy w roku 2006 ukazała się praca Kevina Lafferty'ego, badacza pasożytów . Lafferty twierdzi w niej, iż potrafi dowieść, że działanie zarazka toksoplazmozy tłumaczy nie tylko różnice osobowe, ale odpowiada też w jakimś stopniu za różnice w mentalności między przedstawicielami różnych kultur. W ramach badań Lafferty porównał dane dotyczące współczynnika zakażeń w 39 krajach świata z modelami kulturowymi danych regionów - w tym z głęboko zakorzenionymi wzorcami myślenia i profilami osobowości występującymi często w danym społeczeństwie. Stwierdził, że zakażenie toksoplazmozą mogło sprzyjać dążeniu do dobrobytu i posiadania dóbr materialnych, a także wykształceniu tzw. męskich wartości, jak gotowość do współzawodnictwa i pewność siebie oraz chęć unikania niepewności przy pomocy ściśle określonych praw i reguł.

Mnożą się też doniesienia o związku między toksoplazmozą a schizofrenia. Zespół pod kierunkiem

psychiatry Edwina Fullera ze Stanly Medical Research Institute w Bethaesda, stwierdził, że we krwi

pacjentów ze schizofrenią przeciwciała przeciwko zarazkowi toksoplazmozy występują dwa razy częściej niż we krwi osób zdrowych. Kiedy Fuller w laboratorium traktował komórki ludzkie zakażone Toksoplasmozą gondii środkiem anty psychotycznym, haloperidolem, hamowało to rozwój pasożytów. Lek przeciw schizofrenii zdołał nawet zakażonym szczurom przywrócić ich naturalną reakcję na zapach kociego moczu.



Wirus wściekłości.

Na system nerwowy człowieka uwzięła się nie tylko toksoplazmoza. Atakuje go także wirus wścieklizny.

Niektórzy badacze twierdzą, że utrwala on swoją egzystencję, zarażając określone rejony układu limbicznego i kory mózgowej, co czyni ofiarę agresywną. Bo agresja zwiększa prawdopodobieństwo, że zarazek - np. przez ugryzienie - trafi do nowego nosiciela.

- Niektóre pasożyty zdają się wiedzieć więcej o funkcjonowaniu mózgu niż wszyscy neurobiologowie razem wzięci - konkluduje Libersat.

Ponieważ nasze połączenia neuronowe stale dostosowują się do warunków otoczenia, możemy na nowe wyzwania reagować elastycznie.

Ale jest i druga strona medalu: zdolność adaptacyjna mózgu ułatwia pasożytom wpływanie na niego niezauważalnie. Pasożyty same produkują przy tym neuroprzekaźniki, albo wpływają na wymianę przekaźników ich mimowolnego gospodarza. Ponieważ substancje chemiczne wydzielane przez pasożyty są często identyczne z tymi, które wydziela nosiciel, trudno rozróżnić, czy zachowanie ofiary jest bezpośrednim skutkiem manipulacji pasożyta, czy też rezultatem wywołanej reakcji obronnej. Prawdopodobnie wydaje się jednak, że pasożyt daje impuls do do wytwarzania neuromodulatorów u gospodarza i nie produkuje ich sam.

- Pasożyt musiałby wytworzyć bardzo wysokie stężenie neuroprzekażnika, aby mógł on pokonać barierę krew. Mózg - spekuluje Shelly Adamo. psycholog z Dalbousie Univesyti w Halifax.

Organizmy, które zagnieżdżają się bezpośrednio w mózgu, tam jak zarazek toksoplazmozy, sprytnie obchodzą tę trudność.

Oryginał artykułu ukazał się w grudniowym numerze czasopisma Gehirn&Geist.


Niesamowite pełzanie.

Jednym z pierwszych pasożytów mózgu, którego zachowanie zostało dokładnie zbadane, jest motyliczka wątrobowa.

Pracuje na „nocną zmianę", ponieważ manipuluje swoim nosicielem - mrówką - dopiero po zmroku. Gdy tylko zaczyna się ściemniać, motyliczka rozpoczyna swą bezlitosną grę: zainfekowana mrówka, jakby powodowała nią niewidzialna siła, opuszcza swoją kryjówkę, wspina się na szczyt źdźbła trawy i czeka. Na co - wie tylko gnieżdżący się w jej mózgu pasożyt. Jego właściwym celem jest wątroba owcy, w której może się rozmnażać. Teraz jest już tylko kwestią czasu, kiedy owad, a wraz z nim motyliczka wątrobowa, zostanie połknięty przez owcę (lub innego ssaka). Jeśli mrówka uniknie śmierci, wraca do gniazda, aby kolejnej nocy znów z niego wyruszyć.

Mrówki muszą się bać jeszcze jednego pasożyta, działającego wedle podobnej zasady. Jest nim grzyb maczuźnik. Bezpośrednio po tym, jak mrówka wciągnie wraz z oddechem jego zarodniki, wysyłają one substancje chemiczne, manipulujące zmysłem orientacji owada. Mrówka wspina się się wtedy na koronę drzewa i tam pozostaje. Pasożyt zaczyna w tym czasie rosnąć w jej ciele, aż przebije się przez pancerz chitynowy. Teraz zaczną się wysypywać nowe zarodniki grzyba. Niesione wiatrem, będą mogły dostać się do najdalszego zakątka lasu.


Re: pasożyty, grzyby.

Nowy postprzez Sandra » środa, 23 czerwca 2010, 21:10


eljasz napisał : Teatr Marionetek", pisze Simone Einzmann

"Osa precyzyjnym ukłuciem w zwój piersiowy karalucha paraliżuje jego przednie kończyny na kilka minut, by nie mógł przeciwstawić się drugiemu, niszczycielskiemu już ukłuciu w głowę. Czujniki umieszczone na szczycie trującego żądła umożliwiają osie wprowadzenie go - jak endoskopu - przez zewnętrzny szkielet karalucha prosto do jego mózgu. Tam osa nie wstrzykuje trucizny w miejsce przypadkowe, lecz man żądłem dotąd, aż znajdzie obszar odpowiedzialny za odruch ucieczki - protocerebrum, Zaaplikowana w to miejsce trucizna nie paraliżuje karalucha całkowicie, a jedynie uniemożliwia mu sterowanie własnym ciałem. - Osa chwyta wtedy czułek karalucha i prowadzi go jak psa na smyczy do swojego gniazda - tłumaczy neurobiolog Frederic Libersat z izraelskiego Uniwersytetu Ben-Guriona w Beer Szewie. Karaluch grzecznie podąża za prawie trzy razy mniejszą od niego osą do jej gniazda. Tu pasożyt pasożyt zatyka żwirem wejście i składa na brzuchu jajo."

odnośnie powyższego cytatu , wklejam krotki art., który jest z jednej strony komiczny, z drugiej tragiczny.dla niektórych może nie miec nie wspólnego z tematem i byc zwykłą bzduraja jednak widzę pewien związek, jest to na pewno rzadko spotykany i bardzi mocny przykład , pokazujący, ze sytuacja osa-karaluch może także miec miejsce w naszym "ludzkim" świecie, bardzo możliwe ze kobieta była sterowana jakimś pasożytem.

"Takie historie dzieją się tylko a USA. Gail Posner zapisała większość majątku w spadku suczce Conchicie.

Piesek rasy chihuahua nosi obroże wysadzane brylantami, śpi na łożu w kształcie ferrari i ma do dyspozycji kierowcę. Gail stworzyła 3 milionowy fundusz, z którego zyski przeznaczone są na opiekę i jej zachcianki Conchity.

Dodatkowo w spadku dostała wartą 9 milionów dolarów willę w Miami. Posner była hojna dla swojej służby i ochroniarzy przeznaczyła dla nich kilkadziesiąt milionów dolarów. Natomiast w złym humorze jest syn milionerki, który dostał zaledwie milion. Brett Carr podważył testament i udało mu się wydrzeć trochę pieniędzy od suczki.

Pokojówki, kamerdyner i ochroniarze dostaną pieniądze w zamian za dobrą opiekę nad Conchitą i jeszcze dwoma psami. Nad całością czuwa prawnik.

Posner zmarła w marcu na raka. Conchita ma obecnie trzy lata. Jej miesięcznie utrzymanie kosztuje kilkanaście tysięcy dolarów"

czy zmarła na raka? - a może pokonały ją pasożyty !