Lifechip.pl

Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie

TEMAT: Pasożyty, grzyby.

Pasożyty, grzyby. 2 lata 4 miesiąc temu #109

  • admin
  • admin Avatar
  • Offline
  • Administrator
  • Posty: 114
  • Oklaski: 0
UNREAD_POSTprzez eljasz » środa, 15 kwietnia 2009, 08:53
Narodowe pasożyty. (Świat Nauki luty 2009)

“Spośród pierwotniaków atakujących człowieka na szczególne zainteresowanie

zasługuje Toxoplasma gondii, zapewne najskuteczniejszy z pasożytów świata.

Nie gardzi ciałami żadnych ssaków i ptaków, od ryjówki po słonie i od kolibrów

do kondorów. Swój sukces zawdzięcza umiejętności manipulowanie funkcjami

dwóch bardzo ważnych układów gospodarza: odpornościowego i nerwowego.
Pierwszy trick polega na tym, że pasożyt wzmacnia reakcję odpornościową

ofiary i w ten sposób skłania większość swoich mnożących się pobratymców

(których w zainfekowanym organizmie mogą być tysiące) do przemiany w

bardzo trwałe formy przetrwalnikowe. W tej postaci mogą one czekać nawet

kilkadziesiąt lat, aż wraz z zainfekowanym zwierzęciem zostaną zjedzone przez

kota, w którego jelitach się rozmnożą. Dopóki to nie nastąpi, toksoplazma nie

nęka swojego gospodarza (wyjątkiem są jedynie płody, noworodki oraz osoby o

mocno osłabionej odporności – dla nich bywa bardzo groźna.)
Pierwotniak ze szczególnym upodobaniem atakuje mózg i modyfikując jego

funkcjonowanie, stara się zwiększyć prawdopodobieństwo spotkania chorego z

kotem. Dowiedziono tego podczas badań na szczurach.
Gryzonie te panicznie boją się kociego zapachu, gdy jednak zostaną

zainfekowane przez toksoplazmę, radykalnie zmieniają upodobania – woń

drapieżnika zaczyna je przyciągać. Dla pasożytów oznacza to ułatwiony dostęp

do kociego układu pokarmowego, gdzie kończą swój cykl życiowy.
Wydaje się, że zdolność T. gondii do manipulowania osobowością gospodarza

może mieć konsekwencje dla gospodarza. Co trzeci mieszkaniec Ziemi (2 mld

ludzi!) jest zarażony pierwotniakiem, wpływającym na jego mózg. Ludzie jednak

nie muszą obawiać się kotów – przeciwnie, udomowili je jako jedne z

pierwszych zwierząt – ale toksoplazma nie jest tego świadoma, co więcej,

podziela nasze zamiłowanie do tych czworonogów i może je wzmacniać.

Kevin Lafferty z Universiy of California przeprowadził badania nad możliwym

wpływem toksoplazmy na cechy psychiczne różnych narodów, a jego praca pod

znamiennym tytułem " Can the common brain parasite T.gondii influence

human coulture?" - ( Czy pospolity pasożyt mózgu - T.gondii może kształtować

kulturę) ukazała się w 2006 roku na łamach prestiżowego The Royal Society

Proceedings B i wywołała sensację. Lafferty dowodził w niej, że osoby zarażone

przez pasożyta wykazują subtelne, ale statystycznie istotne zmiany osobowości,

przejawiające się odmiennie u obu płci. Kobiety są bardziej inteligentne,

uczuciwe, społeczne i skłonne do podporządkowania się regułom, mężczyźni

natomiast mają niższą inteligencję i łagodniejsze usposobienie. Cechą, która

łączy nosicieli obu płci jest podniesiony poziom neurotyczności - wykazują

zwiększone poczucie winy, brak zaufania do siebie i napady lękowe. Lafferty

twierdzi, że cechy te - kiedy występują u znacznej części populacji (w W.

Brytanii to 7% ludności, w Brazylii - 67%) - wpływają na kształtowane przez

pokolenia cechy narodowe.”
///////////

poszukuje dalszych opisow w temacie pasozyty i grzyby. oczywiscie ogolna

zasada dzialania to wydzielanie toksyn do tkanki nerwowej i uruchamianie

stanow psychicznych.

od cztelnika forum otrzymalem:
Czytałem kiedyś o szkodliwym wpływie jakiegoś grzyba chyba muccor
albicans, lub podobny. Mamy go cały czas w organiźmie, ale zaczyna nam
szkodzić dopiero po spełnieniu przez organizm pewnych parametrów:
zwiększenia ph kwaśnego, zanik pewnych struktur we krwi zwanych
protitami, sklejanie się krwinek. Wtedy ten grzyb przechodzi w inną
swoją postać, właśnie pozlepiana z innymi grzybami i jest wielce
szkodliwy dla człowieka. Walka z nim polega na ponownym sprowadzeniu
go do formy prostszej.

tutaj fragment z artykulu Żywii Pląskowskiej [psycholog, analityk medyczny,

wieloletnie doświadczenie w pracy w laboratorium analitycznym. Autorka min.

"Alchemi Zdrowia" Wyd. 1994r.]

"Jak ważne jest wielokrotne badanie kału na jaj pasożytów można wyjaśnić na

konkretnym przypadku.
W laboratorium, gdzie wiele lat pracowałam, badania na jaja pasożytów były

oczywiście rzeczą codzienną. Raz zdarzało się więcej wyników dodatnich

komentowanych „ach jaka śliczna glista” itp., raz następowała kompletna

posucha.

Aż trafiła się nam pacjentka – zmora. Pomijając to, że należała do osób

przeraźliwie nudnych i namolnych, i że godzinami opowiadała nam o swoich

dolegliwościach, skierowanie miała na badanie co dwa dni przez okres miesiąca.

Skierowanie od parazytologa! Badanie na cysty lamblii. Sami byliśmy ciekawi

wyników, bo wiadomo, że lamblie są bardzo kapryśne. Pierwsze, drugie, trzecie

badanie - wyniki są ciągle negatywne. Gdzieś po tygodniu pojawiła się

pojedyncza cysta. Potem stopniowo było ich coraz więcej, aż pewnego dnia pole

widzenia było nimi dosłownie gęsto usiane. A następnie proces postępował

odwrotnie, cyst szybko ubywało i ponownie wyniki były negatywne. "


eljasz

Posty: 203
Dołączył(a): środa, 16 kwietnia 2008, 18:22


Re: pasożyty, grzyby.

UNREAD_POSTprzez eljasz » czwartek, 25 lutego 2010, 22:07
uwolnij się od wydzielin swojego pasożyta, ....który zniewala twoją psychikę
ukazał się ciekawy, wprost fundamentalny opis działania pasożytów w

czasopiśmie
"charaktery" styczeń 2010 art. p.t. "Teatr Marionetek".
nie mam na razie fragmentów jego zapisu, ale może ktoś posiada.
w krótkim komentarzu zwrócę uwagę, żeby nie brać pod uwagę przypuszczeń

badaczy co do mechanizmów działania pasożytów tam opisanych, bo w swojej

niemocy intelektualnej oświadczają, że owady są mądrzejsze od człowieka w

znajomości dozowania neuroprzekaźników.
oczywiście ja odwołuję się do wiedzy o systemach sterowania opartych na

procesorze i o TAKIE działania chodzi przy zarażaniu nosicieli.
i tak np. są opisane przypadki oddziaływania wścieklizny na człowieka już po

wyleczeniu. jako zmiany psychiczne u takiego zarażonego.
pójdę dalej w interpretacji zjawiska i dodam, że taki wirus przebudowy wuje

DNA i wydzielane neuroprzekaźniki usposabiają takiego osobnika do

przyjaznych oddziaływań w stosunku do źródła wirusa czyli do PSA. wtedy

człowiek bez żadnych oporów zaczyna kochać psy, które stają się władcami

ludzia.
zaczyna je karmić, zabijając inne zwierzęta i leczyć ze wszelkich dolegliwości, a

potem wpajać człowiekowi że "ja pies myślę i czuję", "jestem twoim bogiem" .

opisują w artykule jak to osa prowadzi zarażonego karalucha na smyczy do

swojego gniazda, aby go pożreć.
i czy różni się ten mechanizm od relacji pies ludzki osobnik.


eljasz

Posty: 203
Dołączył(a): środa, 16 kwietnia 2008, 18:22


Re: pasożyty, grzyby.

UNREAD_POSTprzez Sandra » sobota, 6 marca 2010, 13:32
"Teatr Marionetek". pisze Simone Einzmann

"Niektóre pasożyty potrafią zawładnąć mózgiem zwierząt i manipulować

zachowaniem gospodarzy Toksoplazmoza na przykład sprawia, że myszy ku

swojej zgubie zakochują się w kotach. A co czyni ten pasożyt z człowiekiem?
Szarańczaki unikają wody, bo nie potrafią pływać. Jednak z tajemniczych

przyczyn niezliczone ilości przedstawicieli tego gatunku nagle rzucają się do

stawów, jezior czy rzek. Kiedy tylko ciało szarańczaka dotknie powierzchni

wody, z jego odwłoka wystrzeliwuje robak 3-4-razy dłuższy od niego. Okazuje

się, że szarańczaka pcha do wody – niczym aktor poruszający marionetką na

scenie – pasożyt nazywany nicieniakiem (Spinochordodes tellinii). Pcha pcha

bezwolnego owada ku śmierci po tym, jak jego po tym jak, sam rozwinął się w

jego organizmie do dorosłej postaci. Zmusza szarańczaka do lotu w kierunku

wody, bo tylko tam może się rozmnażać.
Pasożyty, tak jak inne stworzenia, w toku ewolucji stale się rozwijały. W

wyścigu o życie z gospodarzami- żywicielami musiały nieustannie i

specjalizować. Po milionach lat dostały się do centrum dowodzenia – do mózgu.

Nigdzie indziej nie mogą tak efektywnie sterować zachowaniem gospodarza dla

własnych korzyści.
Marny żywot karalucha.
Karauchy są , jak wiadomo, owadami wyjątkowo odpornymi na niesprzyjające

warunki środowiskowe. Ale i one są bezsilne wobec neuropasożytów .

Niebieskozielona błyszcząca osa szmaragdowa (Ampulex compressa), żyjąca

m.in. w afgańskich i australijskich lasach tropikalnych, czyni sobie poddanym

karalucha amerykańskiego (Periplaneta americana) po to, by dostarczyć

swojemu potomstwu żywy pokarm. Osa precyzyjnym ukłuciem w zwój

piersiowy karalucha paraliżuje jego przednie kończyny na kilka minut, by nie

mógł przeciwstawić się drugiemu, niszczycielskiemu już ukłuciu w głowę.

Czujniki umieszczone na szczycie trującego żądła umożliwiają osie

wprowadzenie go – jak endoskopu – przez zewnętrzny szkielet karalucha prosto

do jego mózgu. Tam osa nie wstrzykuje trucizny w miejsce przypadkowe, lecz

man żądłem dotąd, aż znajdzie obszar odpowiedzialny za odruch ucieczki –

protocerebrum. Zaaplikowana w to miejsce trucizna nie paraliżuje karalucha

całkowicie, a jedynie uniemożliwia mu sterowanie własnym ciałem. - Osa

chwyta wtedy czułek karalucha i prowadzi go jak psa na smyczy do swojego

gniazda - tłumaczy neurobiolog Frederic Libersat z izraelskiego Uniwersytetu

Ben-Guriona w Beer Szewie. Karaluch grzecznie podąża za prawie trzy razy

mniejszą od niego osą do jej gniazda. Tu pasożyt pasożyt zatyka żwirem wejście

i składa na brzuchu jajo.
Larwa osy wykluwa się po około trzech dniach. Początkowo odżywia się

płynem ustrojowym gospodarza, nie zakłócając jego funkcji witalnych. - Gdyby

osa natychmiast zabiła karalucha, ten rozłożyłby się po 24 godzinach i byłby

nieprzydatny – twierdzi Libersat. Po kilku dniach larwa wwierca się do wnętrza

gospodarza i powoli dorasta. Przez osiem dni kawałek po kawałku wyżera

wnętrze karalucha. Potem przędzie tam kokon, z którego wychodzi po prawie

miesiącu jako dojrzała osa. I cykl rozpoczyna się od nowa.
Pająk zdalnie sterowany.
Libersat przypuszcza, że jad osy wyłącza aktywność dokładnie tych neuronów,

które wydzielają neuroprzekaźnik oktopaminę. Oktopamina jest u kręgowców

odpowiedzialna za sterowanie złożonymi wzorcami zachowań, takimi jak

ucieczka czy walka. Ma zatem – jak twierdzi Libersat - funkcję podobną do

noradrenaliny u kręgowców. Kiedy badacz wstrzykiwał oktopaminę do mózgów

zainfekowanych karaluchów, budziły się one z transu i zaczynały się znowu

poruszać.
W lasach tropikalnych Korsyki swój niecny proceder uprawia inny gatunek

owadów; gąsieniczka Hymenoepimecis argyraphaga.
O ile osa szmaragdowa wprawia swego gospodarzy tylko w pewien stan

zamroczenia, o tyle strategią gąsienicznika jest bardziej wyrafinowana.
Wykorzystuje on pająka z rodziny krzyżakowatych Plesiometa argyra jako

gospodarza dla swych jaj. Gąsienicznik ogłusza pająka na krótko ukłuciem, by

starannie przykleić swoje jajo do odwłoka ofiary. pająk dojdzie do siebie, przez

kilka dni zachowuje się zupełnie normalnie. Tka perfekcyjnie symetryczne sieci,

poprawia je i wzmacnia. Ale po dwóch tygodniach larwa wstrzykuje w pająka

kolejną substancję. Tym razem zmienia jego system nerwowy i i zachowanie;

pająk nagle zaczyna budować sieć zupełnie inną od tkanych zazwyczaj. Zawarte

w jadzie gąsienicznika substancje psychoaktywne prowadzą najwyraźniej do

tego, że pająk zatrzymuje się we wczesnym stadium tworzenia sieci i raz

rozpoczęty odcinek tka ciągle od nowa. Zamiast płaskiej okrągłej sieci powstaje

wzmocniona trwała platforma – doskonała kryjówka dla potomstwa

Gąsienicznika.
Kiedy platforma ta jest gotowa, larwa znów wstrzykuje jad, który tym razem

zabija pająka, i zjada go. A utkana przez pająka platform, znacznie bardziej

trwała niż zwykła sieć, służy za osłonięty od wiatru i deszczu matecznik, w

którym dokonuje się przepoczwarzenie owada.
Jednym z pierwszych naukowców badających cykl rozwojowy gąsienicznika był

etolog William Ebefhard z Universidad de Costa Rica w San Jose. Przypuszcza

on, że larwy gąsienicznika precyzyjnie manipulują tymi komórkami nerwowymi,

które sterują rutynowym zachowaniem podczas tkania sieci. - Mamy do

czynienia z substancją bardzo skuteczną, której działanie objawia się stopniowo

– mówi Eberhard. Podkreśla, że nawet gdy w trakcie badań usuwał larwy z

gospodarzy, to i tak wciąż pracowały one pilnie, produkując swe dziwaczne

sieci. Do normalnych zachowań pająki powracały dopiero po kilku dniach. -

Fascynujące jest to, że że larwy gąsienicznika hamują bardzo konkretne etapy

budowy sieci, w wyniku czego powstaje sieć doskonale dostosowana do ich

potrzeb – mówi Eberhard.
Gąsienica obronna.
Mało który owad opanowuje swojego gospodarza na tak długo jak gatunek osy

o łacińskiej nazwie Glyptapanteles. Jej ofiarami młode gąsienice motyla

(Tghyrinteina leucocerae). Pasożyt ten najpierw wstrzykuje im około 80 jaj.

Kiedy larwy dojrzeją, przegryzają się przez skórę gospodarzy i na pobliskiej

gałęzi przędą kokon. Jednak na tym rola gąsienicy nie kończy się. Po wykluciu

się larw osy, gąsienica wygina się nad nimi służąc jako parasol, nie ruszając się

ani nie odżywiając. Jeśli jednak jednak zbliża się jakiś drapieżnik, np.. odorek

zieleniak, gąsienica zaczyna się wyginać i uderzać do swoim ciałem, aż tamten

umknie. Kiedy tylko osy wyklują się, gąsienica umiera.
Niezwykła zachowanie gąsienicy motyla wzbudziło zainteresowanie biologa

Arne Janssena z Uniwersytetu w Amsterdamie. W w roku 2008 Janssen umieścił

400 zaatakowanych przez pasożyty gąsienic na drzewach guana w Brazylii. Gdy

larwy się przepoczwarzały, z połowy „legowisk” usunął „gąsienice -

ochroniarzy”. Okazuje się, że poczwarki, które były strzeżone przez gąsienice,

miały dwukrotnie większe szanse na przeżycie całego cyklu rozwojowego.
W jaki sposób larwy osy mogły wpłynąć na na zachowania gąsienicy, mimo że

nie znajdowały się już w ciele? Czyżby pozostawiły w organizmie gospodarza

coś, co kontrolowało go w dalszym ciągu? - Kiedy przeprowadziliśmy sekcje

zwłok gąsienic, znajdowaliśmy zawsze jedną lub dwie larwy, które pozostały w

organizmie gospodarza, nawet jeśli reszta wylęgu już zdążyła utkać kokon -

tłumaczy Janssen. Należy zatem przyjąć, że kilka larw poświęcało się dla swego

rodzeństwa, aby w dalszym ciągu kontrolować gąsienicę.
Zachorować na kota.
O ile zachowanie zwierząt w relacji pasożyt – gospodarz może fascynować, to

już myśl o tym, że człowiek również mógłby stać się ofiarą maleńkich

drobnoustrojów, jawi się niczym koszmar science fiction. A jednak istnieje

rzeczywiście pasożyt, który prawdopodobnie wpływa na ludzkie zachowanie. To

Toxoplasma gondii, gatunek pierwotniaka wywołujący wywołujący

toksoplazmozę.
Pasożyt ten atakuje głównie koty, jednak zarażanych jest nim, w zależności od

kraju i regionu, od 15 do 85 procent ludzi! W samych Niemczech przeciwciała

przeciwko Toxoplasma gondii posiada około 60 procent społeczeństwa, w

Szwajcarii jeszcze więcej. Zachorowanie następuje z reguły bez wyraźnych

oznak, mimo że pasożyty często wykształcają cysty w mózgu. Jeśli jednak

zakażeniu kobieta ciężarna, może to prowadzić do śmierci płodu. Z tego

powodu test na toksoplazmozę należy w Niemczech do standardowych badań w

okresie ciąży
Toksoplazmozą można się zarazić jedząc niedogotowane mięso lub poprzez

kontakt z kocimi odchodami.
Toxoplasma gondii stała się znana dzięki zadziwiającemu zjawisku: zaatakowane

przez nią myszy i szczury przestawały się bać kotów, ba, wyrażały intensywne

zainteresowanie nimi.
"


Sandra



Re: pasożyty, grzyby.

UNREAD_POSTprzez eljasz » niedziela, 7 marca 2010, 12:20
Toxoplasma gondii stała się znana dzięki zadziwiającemu zjawisku: zaatakowane

przez nią myszy i szczury przestawały się bać kotów, ba, wyrażały intensywne

zainteresowanie nimi. To wyrafinowana strategia – zarazki toksoplazmozy mogą

się rozmnażać tylko w organizmie kotów – biologowie. Tego w jaki sposób

udaje im się wywołać u gryzoni śmiertelną sympatię do kotów – biologowie nie

potrafią do końca wytłumaczyć. Przypuszcza, że drobnoustroje manipulują

drogami przekazywania sygnałów w mózgach gospodarzy. Badania prowadzone

na zainfekowanych myszach wykazały znamienną koncentrację

neuroprzekaźników noradrenaliny i dopaminy w układzie limbicznym – części

mózgu aktywnej podczas reakcji alarmowych i odczuwania strachu.. Powoduje

to, że zwierzęta są mniej czujne kiedy zwęszą koci mocz – podczas gdy w

normalnych warunkach zapach ten jest dla gryzoni sygnałem do ucieczki
W roku 1990 praski neurobiolog Jaroslav Flegr postawił. Tezę, że toxoplasmy

uprawiają swój proceder nie tylko w mózgach kotów , ale również w ludzkich.

Wywołało to wielkie poruszenie. - U człowieka nierozpoznane infekcje, w tym

pasożytnicze, powodują w dłuższej perspektywie zmiany osobowości – twierdzi

Flegr. Swoje wnioski oparł na kilku seriach badań, w których 1000 osobom

cierpiącym na toksoplazmozę zadawał pytania dotyczące charakteru.

Otrzymywane wyniki porównywał z wynikami uzyskanymi od osób zdrowych.
Wniosek Flegra z badań jest następujący: kobiety pod wpływem zarazków

stawały się bardziej inteligentne, otwarte i życzliwe, mężczyźni natomiast głupsi,

bardziej zazdrośni i zbuntowani.
W kolejnych badaniach Flegr stwierdził też, że zakażeni toksoplazmozą częściej

byli uczestnikami wypadków komunikacyjnych.- Przyczyny tego badacz

upatrywał w tym, że z jednej strony pasożyt zwiększał u chorych gotowość do

podjęcia ryzyka, a z drugiej zmniejszał ich zdolność reakcji - podobnie jak w

przypadku chorych myszy. - Ludzie zmienili się tym mocniej, im dłużej byli

zakażeni – twierdzi Flager.
Naukowiec przyznaje, że jak dotąd mamy do czynienia tylko ze ze statystyczną

korelacją, a nie z udowodnionym związku przyczynowym. Żeby to zmienić,

należy zbadać procesy biochemiczne w mózgu, które mogłoby prowadzić do

takich zmian osobowości.
Na pierwszy rzut oka wnioski Flegra wydają się groteskowe – w końcu

człowiek nie jest normalnie kocim pożywieniem, więc z ewolucyjnego punktu

widzenia manipulowanie człowiekiem przez pasożyta wydaje się nonsensowne.

Ale Flegr przypomina, że praczłowiek bywał zjadany przez wielkie koty. - Poza

tym pasożyt nie spostrzega, że organizm ich gospodarza oznacza dla nich drogę

bez wyjścia i wbrew wszystkiemu odgrywają swoje sabotażowe scenariusze –

tłumaczy czeski biolog.
Pasożyty schizofrenii?
Tezy Flegry zdawały popadać w zapomnienie, gdy w roku 2006 ukazała się

praca Kevina Lafferty'ego, badacza pasożytów . Lafferty twierdzi w niej, iż

potrafi dowieść, że działanie zarazka toksoplazmozy tłumaczy nie tylko różnice

osobowe, ale odpowiada też w jakimś stopniu za różnice w mentalności między

przedstawicielami różnych kultur. W ramach badań Lafferty porównał dane

dotyczące współczynnika zakażeń w 39 krajach świata z modelami kulturowymi

danych regionów – w tym z głęboko zakorzenionymi wzorcami myślenia i

profilami osobowości występującymi często w danym społeczeństwie.

Stwierdził, że zakażenie toksoplazmozą mogło sprzyjać dążeniu do dobrobytu i

posiadania dóbr materialnych, a także wykształceniu tzw. męskich wartości, jak

gotowość do współzawodnictwa i pewność siebie oraz chęć unikania

niepewności przy pomocy ściśle określonych praw i reguł.
Mnożą się też doniesienia o związku między toksoplazmozą a schizofrenia.

Zespół pod kierunkiem psychiatry Edwina Fullera ze Stanly Medical Research

Institute w Bethaesda, stwierdził, że we krwi pacjentów ze schizofrenią

przeciwciała przeciwko zarazkowi toksoplazmozy występują dwa razy częściej

niż we krwi osób zdrowych. Kiedy Fuller w laboratorium traktował komórki

ludzkie zakażone Toksoplasmozą gondii środkiem anty psychotycznym,

haloperidolem, hamowało to rozwój pasożytów. Lek przeciw schizofrenii zdołał

nawet zakażonym szczurom przywrócić ich naturalną reakcję na zapach kociego

moczu.
Wirus wściekłości.
Na system nerwowy człowieka uwzięła się nie tylko toksoplazmoza. Atakuje go

także wirus wścieklizny. Niektórzy badacze twierdzą, że utrwala on swoją

egzystencję, zarażając określone rejony układu limbicznego i kory mózgowej, co

czyni ofiarę agresywną. Bo agresja zwiększa prawdopodobieństwo, że zarazek –

np. przez ugryzienie – trafi do nowego nosiciela.
– Niektóre pasożyty zdają się wiedzieć więcej o funkcjonowaniu mózgu niż

wszyscy neurobiologowie razem wzięci – konkluduje Libersat.
Ponieważ nasze połączenia neuronowe stale dostosowują się do warunków

otoczenia, możemy na nowe wyzwania reagować elastycznie.
Ale jest i druga strona medalu: zdolność adaptacyjna mózgu ułatwia pasożytom

wpływanie na niego niezauważalnie. Pasożyty same produkują przy tym

neuroprzekaźniki, albo wpływają na wymianę przekaźników ich mimowolnego

gospodarza. Ponieważ substancje chemiczne wydzielane przez pasożyty są często

identyczne z tymi, które wydziela nosiciel, trudno rozróżnić, czy zachowanie

ofiary jest bezpośrednim skutkiem manipulacji pasożyta, czy też rezultatem

wywołanej reakcji obronnej. Prawdopodobnie wydaje się jednak, że pasożyt

daje impuls do do wytwarzania neuromodulatorów u gospodarza i nie

produkuje ich sam. – Pasożyt musiałby wytworzyć bardzo wysokie stężenie

neuroprzekaźnika, aby mógł on pokonać barierę krew. Mózg – spekuluje Shelly

Adamo, psycholog z Dalbousie Univesyti w Halifax.
Organizmy, które zagnieżdżają się bezpośrednio w mózgu, tam jak zarazek

toksoplazmozy, sprytnie obchodzą tę trudność.
Oryginał artykułu ukazał się w grudniowym numerze czasopisma Gehirn&Geist.

Niesamowite pełzanie.
Jednym z pierwszych pasożytów mózgu, którego zachowanie zostało dokładnie

zbadane, jest motyliczka wątrobowa.
Pracuje na „nocną zmianę”, ponieważ manipuluje swoim nosicielem – mrówką

– dopiero po zmroku. Gdy tylko zaczyna się ściemniać, motyliczka rozpoczyna

swą bezlitosną grę: zainfekowana mrówka, jakby powodowała nią niewidzialna

siła, opuszcza swoją kryjówkę, wspina się na szczyt źdźbła trawy i czeka. Na co

– wie tylko gnieżdżący się w jej mózgu pasożyt. Jego właściwym celem jest

wątroba owcy, w której może się rozmnażać. Teraz jest już tylko kwestią czasu,

kiedy owad, a wraz z nim motyliczka wątrobowa, zostanie połknięty przez owcę

(lub innego ssaka). Jeśli mrówka uniknie śmierci, wraca do gniazda, aby

kolejnej nocy znów z niego wyruszyć.
Mrówki muszą się bać jeszcze jednego pasożyta, działającego wedle podobnej

zasady. Jest nim grzyb maczuźnik. Bezpośrednio po tym, jak mrówka wciągnie

wraz z oddechem jego zarodniki, wysyłają one substancje chemiczne,

manipulujące zmysłem orientacji owada. Mrówka wspina się się wtedy na

koronę drzewa i tam pozostaje. Pasożyt zaczyna w tym czasie rosnąć w jej ciele,

aż przebije się przez pancerz chitynowy. Teraz zaczną się wysypywać nowe

zarodniki grzyba. Niesione wiatrem, będą mogły dostać się do najdalszego

zakątka lasu.


eljasz

Posty: 203
Dołączył(a): środa, 16 kwietnia 2008, 18:22


Re: pasożyty, grzyby.

UNREAD_POSTprzez Sandra » środa, 23 czerwca 2010, 22:10

eljasz napisał(a):
Teatr Marionetek". pisze Simone Einzmann

"Osa precyzyjnym ukłuciem w zwój piersiowy karalucha paraliżuje jego

przednie kończyny na kilka minut, by nie mógł przeciwstawić się drugiemu,

niszczycielskiemu już ukłuciu w głowę. Czujniki umieszczone na szczycie

trującego żądła umożliwiają osie wprowadzenie go – jak endoskopu – przez

zewnętrzny szkielet karalucha prosto do jego mózgu. Tam osa nie wstrzykuje

trucizny w miejsce przypadkowe, lecz man żądłem dotąd, aż znajdzie obszar

odpowiedzialny za odruch ucieczki – protocerebrum. Zaaplikowana w to

miejsce trucizna nie paraliżuje karalucha całkowicie, a jedynie uniemożliwia mu

sterowanie własnym ciałem. - Osa chwyta wtedy czułek karalucha i prowadzi go

jak psa na smyczy do swojego gniazda - tłumaczy neurobiolog Frederic Libersat

z izraelskiego Uniwersytetu Ben-Guriona w Beer Szewie. Karaluch grzecznie

podąża za prawie trzy razy mniejszą od niego osą do jej gniazda. Tu pasożyt

pasożyt zatyka żwirem wejście i składa na brzuchu jajo.
"



odnosnie powyzszego cytatu , wklejam krotki art., ktory jest z jednej strony

komiczny, z drugiej tragiczny.dla niektorych moze nie miec nie wspolnego z

tematem i byc zwyklą bzdura,ja jednak widze pewien związek.
jest to na pewno rzadko spotykany i bardzi mocny przyklad , pokazujący, ze

sytuacja osa-karaluch moze takze miec miejsce w naszym "ludzkim" świecie.

bardzo mozliwe ze kobieta byla sterowana jakims pasozytem.


"Takie historie dzieją się tylko a USA. Gail Posner zapisała większość majątku w

spadku suczce Conchicie. Piesek rasy chihuahua nosi obroże wysadzane

brylantami, śpi na łożu w kształcie ferrari i ma do dyspozycji kierowcę.

Gail stworzyła 3 milionowy fundusz, z którego zyski przeznaczone są na opiekę

i jej zachcianki Conchity. Dodatkowo w spadku dostała wartą 9 milionów

dolarów willę w Miami. Posner była hojna dla swojej służby i ochroniarzy

przeznaczyła dla nich kilkadziesiąt milionów dolarów. Natomiast w złym

humorze jest syn milionerki, który dostał zaledwie milion. Brett Carr podważył

testament i udało mu się wydrzeć trochę pieniędzy od suczki.

Pokojówki, kamerdyner i ochroniarze dostaną pieniądze w zamian za dobrą

opiekę nad Conchitą i jeszcze dwoma psami. Nad całością czuwa prawnik.

Posner zmarła w marcu na raka. Conchita ma obecnie trzy lata. Jej miesięcznie

utrzymanie kosztuje kilkanaście tysięcy dolarów"
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Time to create page: 0.438 seconds

Copyright © 2014 Lifechip.pl