NADCHODZI - epoka gorsza od średniowiecza

  • eljasz
  • Autor
  • Gość
  • Gość
1 rok 3 miesiąc temu #46 przez eljasz
NADCHODZI - epoka gorsza od średniowiecza

UNREAD_POSTprzez eljasz » niedziela, 2 marca 2014, 19:00

NADCHODZI NADCHODZI NADCHODZI epoka gorsza od średniowiecza
jak poniżej historycznie udowodniono w tamtych latach ciemności oszczędzano kobiety
w ciąży - teraz same się proszą aby zabić swoje płody. było piwo teraz setka jeszcze
gorszych czynników; narkotyki, sex, trucizny z powietrza lądu i ziemi,...
niby nauka wszystko wyjaśniła, a jednak pijani naukofcy zapomnieli powiedzieć
dlaczego szkło jest przeźroczyste

manipulatorzy.salon24.pl/569972,swiatlo-...ienka-folia-z-metalu

teza:

TO NIE średniowiecze powodowało nałóg picia piwa i tworzenia
debilnego społeczeństwa TYLKO picie PIWA spowodowało powstanie
średniowiecza.

dowód:
tak mówi nauka historyczna

fragment art. "wiedz_a i życ_ie" luty 2014

"PIWO_ŁĄCZY_EUROPĘ

Pili je w średniowieczu wszyscy: biedni i bogaci, kobiety
(nieśmiałe głosy protestu pojawiały się jedynie

wobec picia piwa przez kobiety w ciąży) i mężczyźni,

duchowni i świeccy, dorośli i dzieci. Był to więc jedy-

ny napój (i pożywienie), który łączył wszystkich Eu-

ropejczyków Najwięcej piwa, z racji niskiej ceny, piło

jednak chłopstwo, spożywając je obficie na śniada-

nie, kolacje i między posiłkami. Niektórzy robotni-

cy (np. budowlani) dostawali nawet zapłatę w piwie,

którego nadwyżkę mogli sprzedać sąsiadom. Szacuje

się, że standardowe dzienne spożycie złocistego trunku dla
dorosłego mężczyzny wynosiło wówczas około 1 galona (4,5 1!).

Piwo odegrało tez istotną rolę w „emancypacji" ko-

biet. Browarnictwo było bowiem jedynym zawodem

otwartym dla niewiast i w istocie większość średnio-

wiecznych browarników nosiła sukienki lub habity.

Browarniczki zmonopolizowały rynek małych lokal-

nych browarów, warząc piwo dla okolicznej ludności,

a mnisi, wsparci finansami swoich klasztorów, pro-

dukowali je na masową skalę."


"charaktery 10/2013

"Niebezpieczny browar

Choć piwo jest napojem niskoprocentowym, to jednak - jak
zauważają amerykańscy badacze, ma porażającą siłę uzależniającą.
Naukowcy z Indiana University School of Medicine odkryli ważny
mechanizm, odpowiadający za to, że łatwo wpaść w nałóg, pijąc
regularnie piwo. Okazuje się, że sam smak piwa powoduje wyrzut
dopaminy w mózgowym ośrodku nagrody. A zatem piwo uzależnia
podwójnie - przez zawarty w nim alkohol oraz przez walory
smakowe. Obydwa czynniki powodują stymulację układu
dopaminergicznego, a w rezultacie błogostan - skłaniający do
poszukiwania kolejnych okazji, by napić się piwa.

Inaczej niż w przypadku spożywania alkoholi wysokoprocentowych,
piwo dostarcza organizmowi małej dawki alkoholu -10 g czystego
alkoholu zawarte jest w ok. 250 ml piwa, podczas gdy w wódce tyle
samo alkoholu zawarte jest już w 30 ml „czystej". Jak mówi
przysłowie: kropla drąży skałę nie

siłą, lecz częstością spadania... Jeśli piwo jest spożywane
regularnie, to skutkiem jest nałóg, choć zespół uzależnienia od
alkoholu objawia się tutaj

w dość podstępny sposób. Traktowanie organizmu małymi, lecz
częstymi dostawami etanolu nie daje dramatycznych objawów po
krótkim czasie, jednak prowadzi do przewlekłej choroby
alkoholowej z wszystkimi jej konsekwencjami.

Poza uzależnieniem od alkoholu, piwo może stać się przyczyną
innych zdrowotnych powikłań. Ze względu na wysoką zawartość
cukrów prostych po złoty trunek nie powinny sięgać osoby z
cukrzycą czy otyłe. Dwutlenek węgla w napoju może powodować
wzdęcia i bóle brzucha. Wysoki index glikemiczny oznacza szybki
wyrzut insuliny i napady głodu... kończące się objadaniem."


Kto wpada w nałóg?
Jak podaje Międzynarodowa Klasyfikacja Chorób
(ICD-lO), zespół uzależnienia od alkoholu objawia się m.in. silną potrzebą spożywania alkoholu
brakiem kontroli nad zachowaniami związanymi z piciem, tolerancją na coraz wyższe dawki,
zaniedbywaniem innych źródeł przyjemności. Alkoholikami są nie tylko stali bywalcv izb
wytrzeźwień - ludzie, którym trzęsą się ręce, kiedy poziom alkoholu w wydychanym przez nich
powietrzu spadnie z 3,5 do 1,0 promila. W sidła uzależnienia od alkoholu wpadają osoby z rozmaitych
grup społecznych. Coraz większą grupę uzależnionych są tzw. wysokofukcjonujący alkoholicy
(tzw.HFA, z ang. High-Functioning Alcoholic) - modnie ubrani i dobrze zarabiający menadżerowie,
kobiety na kierowniczych stanowiskach, czyli osoby, które odniosły sukces, a ceną za to jest ogromny
stres topiony w alkoholu.
Naukowcy są zgodni co do tego, jakie są przyczyny uzależnienia. Badacze z Haevard Unicersity Health Services
zwracają uwagę na szerokie spektrum czynników mogących wpływać na model picia: zaburzenia osobowości,
czynniki kulturowe, genetyczne i środowiskowe (zwłaszcza w okresie dzieciństwa).
Dużo mówi się ostatnio o czynnikach genetycznych, bowiem około 80 proc. osób hospitalizowanych
z powodu uzależnienia od alkoholu ma wśród
swoich krewnych alkoholika. Koncepcja dziedzicznych predyspozycji koresponduje z założeniem,
że do uzależnienia od alkoholu predysponują również pewne cechy osobowości, szczególnie impulsywność.
Psychologowie i terapeuci, np. Janet Woititz, Braig Nakkcn, wskazują tutaj na takie cechy, jak: niedojrzałość
emocjonalna, wysoki poziom niepokoju w relacjach, niska samoocena, perfekcjonizm i niska odporność
na frustrację. Z kolei Stanton Peele dodaje do tej listy tendencję do poszukiwania przyjemności,
agresywność i brak zahamowań oraz towarzyskość.
Nie bez znaczenia pozostaje wpływ środowiska,
na co zwrócił uwagę amerykański psycholog
i psychiatra prof. Robert C. Cloninger. W swojej
koncepcji wyróżnia dwa typy alkoholizmu: typ 1 - uwarunkowany
głównie środowiskowo i występujący częściej u kobiet;
typ 2 - uwarunkowany głównie genetycznie i dotyczący przede
wszystkim mężczyzn. Uzależnienie typu 1
dotyka osób wrażliwych, introwertyków, ze skłonnością do lęku
i depresji, zaś u osób uzależnionych w typie 2 dominują cechy
antyspołeczne lub ekstrawertywne,

"wiedza i życie" luty 2014

Niebezpieczny browar

Choć piwo jest napojem niskoprocentowym, to jednak - jak
zauważają amerykańscy badacze, ma porażającą siłę uzależniającą.
Naukowcy z Indiana University School of Medicine odkryli ważny
mechanizm, odpowiadający za to, że łatwo wpaść w nałóg, pijąc
regularnie piwo. Okazuje się, że sam smak piwa powoduje wyrzut dopaminy
w mózgowym ośrodku nagrody. A zatem piwo uzależnia podwójnie - przez
zawarty w nim alkohol oraz przez walory smakowe. Obydwa czynniki
powodują stymulację układu dopaminergicznego, a w rezultacie błogostan
- skłaniający do poszukiwania kolejnych okazji, by napić się piwa.
Inaczej niż w przypadku spożywania alkoholi wysokoprocentowych,
piwo dostarcza organizmowi małej dawki alkoholu -10 g czystego alkoholu
zawarte jest w ok. 250 ml piwa, podczas gdy w wódce tyle samo
alkoholu zawarte jest już w 30 ml „czystej". Jak mówi przysłowie: kropla drąży skałę nie
siłą, lecz częstością spadania... Jeśli piwo jest spożywane regularnie,
to skutkiem jest nałóg, choć zespół uzależnienia od alkoholu objawia się tutaj
w dość podstępny sposób. Traktowanie organizmu małymi, lecz częstymi
dostawami etanolu nie daje dramatycznych objawów po krótkim czasie,
jednak prowadzi do przewlekłej choroby alkoholowej z wszystkimi jej konsekwencjami.
Poza uzależnieniem od alkoholu, piwo może stać się przyczyną innych
zdrowotnych powikłań. Ze względu na wysoką zawartość cukrów prostych po
złoty trunek nie powinny sięgać osoby z cukrzycą czy otyłe.
Dwutlenek węgla w napoju może powodować wzdęcia i bóle brzucha.
Wysoki index glikemiczny oznacza szybki wyrzut insuliny i napady głodu... kończące się objadaniem.

Byle do następnego

Bez względu na stopień ryzyka i obecność czynników zwiększających ryzyko,
każde nałogowe picie rozpoczyna się od pierwszego kieliszka czy kufla.
Okazjonalne spożywanie alkoholu pozostaje okazjonalnym dopóty, dopóki okazja przychodzi.
Ale niepostrzeżenie to my możemy zacząć tworzyć okazję - codziennie!


ŁAGODZI choroby powstające z zimna.
Pomaga na serce. Leczy wszystkie sta-
re i nowe wrzody na głowie. Sprawia,
że człowiek nabiera właściwego koloru
[...], uśmierza ból w zębie i powoduje
słodki oddech [...], pomaga zwalczyć
zadyszkę. Dobrze robi na trawienie, poprawia apetyt
[...] i pozwala na zawsze pozbyć się czkawki. Pomaga
zwalczyć żółtaczkę, pomniejsza opuchliznę, łagodzi
podagrę i ból w piersiach powstający przy przełykaniu,
leczy wszystkie choroby pęcherza [...] oraz ugryzienia
wściekłych psów. Napełnia też odwagą młodzieńca
i sprawia, że ten ma dobrą pamięć".
Nie jest to opis cudownego panaceum na wszelkie
choroby, za który należałaby się Nagroda Nobla, ale
napoju zwanego aqua vitae. Te niezwykłe właściwości
„wody życia" lub też „pani wszelkich medykamentów"
zdradził nam Hieronymus Braunschweig, lekarz al-
zackiej armii, który w 1512 r. napisał „Wielką księgę
destylacji". Choć dzieło to powstało już w Renesan-
sie, świetnie oddaje fascynację, jaką w XV w. zaczę-
to obdarzać „spirytus". Zanim jednak zakochano się
w mocnych trunkach, lubowano się w innych napo-
jach wyskokowych.

BARBARZYŃSKI TRUNEK
Na początku było piwo. Barbarzyńcy, którzy znisz-
czyli Imperium Rzymskie, przywieźli ze sobą swój
ulubiony trunek i swoją „kulturę" picia. Pogardzaj;
umiarkowaniem, cenili nie tyle sam alkohol, ile sku
ki wywołane jego spożyciem. Tanie i łatwe w produ
cji (zwłaszcza na mroźnej północy) piwo nadawa
się do osiągnięcia stanu oszołomienia najlepiej. Dl
tego przez ciemne wieki Europejczycy przeszli dos
chwiejnym krokiem.
Większość średniowiecznych piw należało do V
tegorii „ale", czyli napojów robionych na słodzie zb
żowym, bez dodatku chmielu. Zwykle nie byty moc
(2-5%), za to ciężkie, o gęstszej konsystencji niż wsp<
czesne lagery, i bogate w osad. Nalewano je z dęb
wych beczek, więc nie miały pianki, a że nie zna
lodówek, podawano je ciepłe. Najbliższe ówczesny
piwom są dzisiaj angielski bitter (gorzkie ale) al
stout (ciemny porter).
W wiekach średnich piwo było czymś więcej niż
napitkiem. Było pokarmem, który dostarczał niedo-
żywionym chłopom węglowodanów, kalorii, witaminy
B i odrobinę witamy C. Było też najzdrowszym na-
pojem na co dzień. Mleka nie pito, uważając je za do-
bre jedynie dla dzieci. Wody (zwłaszcza z miejskich
rzek), śmierdzącej odpadkami i gnijącymi zwierzę-
tami, unikano. Piwo było zatem w zasadzie jedynym
płynem „powszechnego spożycia" relatywnie wol-
nym od zarazków.
Nie wiadomo, czy z powodu przyjemnych zawro-
tów głowy, które wywołuje, czy ze względu na swoje
lecznicze właściwości, piwo i browarnicy doczekali
się wielkiej liczby świętych patronów. Najwięcej mie-
li ich Irlandczycy, którzy między V a VII w. znali aż
trzech świętych (Brygida, Mochuda, Kronan) spe-
cjalizujących się w przemianie wody w „ale" (Brygi-
da umiał je też rozmnażać), dzięki czemu przyciągali
na łono Kościoła tłumy pogan. Inny irlandzki świę-
ty, Columban (VI w.), popisał się nawet wygnaniem
szatana z beczki piwa, co natychmiast przysporzy-
ło mu wielu zwolenników. Pozostali Europejczycy
mieli dwóch Arnoldów, którzy nie pozostawali w ty-
le za Irlandczykami. Pierwszy z nich (Arnulf, VII w.)
żył w państwie frankijskim i jak głosi legenda, roz-
mnażając piwo, uratował przed śmiercią głodową
mieszkańców oblężonego przez Arabów miasta. Ma-
ło tego, po swojej śmierci obdarzał ponoć spragnio-
nych pielgrzymów piwem, gdy się do niego modlili.
Drugi Arnold był opatem w belgijskiej miejscowości
Oudenburg. Gdy dotarła tam czarna śmierć (pusto-
sząca Europę w XIV w.), przekonał miejscową lud-
ność, by zamiast wody piła piwo z jego klasztoru,
dzięki czemu - przynajmniej tak wierzono - odsetek
zmarłych w okolicy pozostał bardzo niski.
PIWO ŁĄCZY EUROPĘ
Pili je w średniowieczu wszyscy: biedni i bogaci, ko-
biety (nieśmiałe głosy protestu pojawiały się jedynie
wobec picia piwa przez kobiety w ciąży) i mężczyźni,
duchowni i świeccy, dorośli i dzieci. Byl to więc jedy-
ny napój (i pożywienie), który łączył wszystkich Eu-
ropejczyków Najwięcej piwa, z racji niskiej ceny, piło
jednak chłopstwo, spożywając je obficie na śniada-
nie, kolacje i między posiłkami. Niektórzy robotni-
cy (np. budowlani) dostawali nawet zapłatę w piwie,
którego nadwyżkę mogli sprzedać sąsiadom. Szacuje
się, że standardowe dzienne spożycie złocistego trun-
ku dla dorosłego mężczyzny wynosiło wówczas oko-
ło 1 galona (4,5 1!).
Piwo odegrało tez istotną rolę w „emancypacji" ko-
biet. Browarnictwo było bowiem jedynym zawodem
otwartym dla niewiast i w istocie większość średnio-
wiecznych browarników nosiła sukienki lub habity.
Browarniczki zmonopolizowały rynek małych lokal-
nych browarów, warząc piwo dla okolicznej ludności,
a mnisi, wsparci finansami swoich klasztorów, pro-
dukowali je na masową skalę.
Nie wiadomo, jak dokładnie wyglądało warzenie
„przeciętnego" piwa ani jaki skład miał ten napój. Mógł
je wszak produkować niemal każdy, a dodawano do nie-
go to, co akurat miano pod ręką. Tak powstały niezli-
czone gatunki piw, których przepisy w większości
nie przetrwały do dzisiejszych czasów. Z okresu
przedchrześcijańskiego najwięcej wiadomo
o piwie anglosaskim i skandynawskim,
szczególnie to ostatnie cieszyło się dużą
estymą. Współczesne próby odtworze-
nia l runku wikingów dały napój mocny
(9% alkoholu), ciemny i słodki.
Pierwsze pewne informacje o skła-
dzie piwa pochodzą i czasów, kiedy za-
częto je wytwarzać na dużą skalę. Miało to miejsce w IX w.,
we frankijskich klasztorach, gdzie pojawiło się
piwo zwane ..gruit".
Byl to najpopularniejszy napój we wczesnym
i rozwiniętym średniowieczu, przynajmniej w Eu-
ropie Zachodniej, a prawo jego warzenia (tzw.
gruitreicht) przyznawane klasztorom i niektó-
rym miastom, było bardzo cenne. W trakcie
produkcji trunku prawdopodobnie rozgniatano słód
i gotowano brzeczkę w tym samym naczyniu (w nowo-
żytności robiono to z reguły w osobnych naczyniach),
a po ugotowaniu odlewano płyn do drewnianych be-
czek i czekano, az sfermentuje. Ciekawszy jest jednak
tajemniczy składnik gruit, który mial mu nadawać
ostry smak. Była to prawdopodobnie mieszanka su-
szonych ziół, łącznie z rozmarynem i liśćmi bagien-
nego mirtu (nie ogrodowego).
Wiedzeni popularnością gruit władcy i opaci za-
częli dodawać do piwa różne zioła, by stworzyć włas-
ne niepowtarzalne smaki. Eksperymentowano więc
z imbirem, anyżem, kminem, laurem, majerankiem,
miętą czy szałwią. W Norwegii dorzucano do słodu
olchę albo gałązki jałowca, a w Holandii krwawnik.
Dodawano też bluszcz, mirt, oset, rozmaryn, wrzos,
piołun lub sok z jaworu czy jałowca.
CZERWONE,
BIAŁE I MŁODE
Kiedy w IV w. pod murami Rzymu stanęli llunowie,
Europie groziła katastrofa cywilizacyjna. Poddani
Attyli pogardzali rzymskim stylem życia i, co było
trudne do zrozumienia dla mieszkańców Wiecznego
Miasta, od wina woleli swój pędzony z mleka kumys(mający
około 2% alkoholu). Zniszczono wówczas wiele winnic,
a rozmiłowani w piwie barbarzyńcy z pół-
nocy, którzy niebawem przejęli le ziemie, nie garnęli
się do ich odbudowy. Byc może nawet o winie by za-
pomniano, gdyby nie umiłowało go... duchowieństwo.
Potrzebując wina do nabożeństw, mnisi i księża dbali
o ilość i jakość produkowanych w swoich posiadłoś-
ciach win. Wkrótce zarazili swoją pasją rodzącą się
arystokrację, a za przykładem elity poszła reszta lud-
ności. W XI w wino znów było popularnym trunkiem
w większości chrześcijańskich państw, choć z reguły
zachowało swój ekskluzywny charakter.
Wina różniły się jakością i ceną, choć nie przejmo-
wano się, które z nich pasują do danego posiłku czy
okazji W wyborze kierowano się zasobnością sakiewki,
wiekiem i stanem społecznym. Dla rycerstwa wyrabia-
no trunek z soku z pierwszego tłoczenia, a z produk-
cyjnych pozostałości (resztek owoców zalanych wodą)
fermentowano wino dla służby.
Mieszczanie i chłopi zadowalali się winem z dru-
giego, a także z trzeciego tłoczenia, które miało do 5%
alkoholu. Arystokraci lubowali się w winie białym
(do XIII w. uchodziło ono za najlepsze) i bladoczerwo-
nym, delikatniejszym i lżejszym. Wina ciemne i bar-
dziej sycące produkowano dla rzemieślników, bo były
tańsze. Młodzieży zalecano wino białe i młode, najle-
piej rozcieńczone, a dla starców wina stare, czerwone
i bez dodatku wody.
Im wino starsze, tym lepsze, jak mawiali staro-
żytni? Z pewnością nie w średniowieczu (zresztą zde-
cydowanej większości dzisiejszych win też nie warto
przechowywać przez długie lata). Trunki trzymano
w dębowych beczkach, a ze względu na nieznajomość
wielu antycznych „trików" szlachetny napój zwykle
przed upływem dwóch lat zmieniał się w ocet. Po-
dobny los spotykał zabutelkowane trunki, zamyka-
ne woskiem (korek wynaleziono dopiero w XVIII w.).
Ceniono więc przede wszystkim młode wina, które
nie zdążyły się zepsuć, a przed każdym winobraniem
urządzano wielkie pijaństwo, by osuszyć piwniczki
z zeszłorocznych zapasów.
Podobnie jak piwo, wino pito w ogromnych iloś-
ciach Duchowni spożywali go najmniej - co nie zna-
czy, że mało. François Rabelais (XVI w.) wyśmiewał
mniszą słabość do wina, każąc bohaterowi swojej opo-
wieści, Pantagruelowi, podróżować w poszukiwaniu
nie Świętego Graala (jak w arturiańskich legendach),
ale świętej butelki. W IX w. popularne były piosenki
o „purpurowym opacie" z klasztoru Saint Nicholas
w Angers (produkowano tam słynne wino La Roche
aux Moines), który co dzień i co noc pił tak wiele, ze je-
go skota zmieniła w końcu kolor na czerwony. WIX w.
w Mens grupa 24 księży obsługujących klasztor żeń-
ski dostawała i ocznie 250 beczek wina (około 17 tys.
litrów), co w przeliczeniu na jedną osobę daje dzien-
ną dawkę około 1,9 l.
Od końca XIII w« spożycie wina jeszcze wzrosło.
Otoczenie biskupa Arles w 1424 r. dysponowało
dziennie 2,5 1 wina na głowę. Arystokraci pili jeszcze
więcej, gdyż wystawny tryb życia był dla nich mani-
festacją wyższości stanowej Przykładowo angielski
król Edward 11 na swoje wesele (1307 r.) zamówił ty-
siąc ton czerwonego wina (odpowiednik około mi-
liona butelek), podczas gdy w Londynie mieszkało
wtedy mniej niż 80 tys. ludzi. Szacuje się też, że po-
ziom eksportu wina z Bordeaux do Anglii w XIV w.
był tak wysoki, że w czasach późniejszych dorównał
mu dopiero ten z 1920 r.!

DLA STUDENTA I DLA CHOREGO

Uroki wina szybko docenili studenci, uważani w śred-
niowieczu za największych pijaków. Archipoeta
(anonimowy twórca z XII w.) ułożył nawet poemat
(„Spowiedź"), który najlepiej odzwierciadla upodo-
bania średniowiecznych goliardów:
"Umrzeć w tawernie
Jest moim pragnieniem
Niech wino będzie blisko mych ust
U kresu moich dni.
Wtedy aniołowie wyśpiewają
wspaniałymi głosami:
Daruj temu pijakowi, Panie na wysokości
Obdarz go łaską i odpuszczeniem win."
[przekł. autora]
Po pijanemu studenci oddawali się gorszącym za-
bawom, nie mając litości nawet dla świętych miejsc.
Paryscy goliardzi zasłynęli na przykład ze „śledzio-
wej gry", którą prowadzili podczas niedzielnej mszy.
Zgodnie z jej zasadami każdy z graczy miał przywią-
zanego na sznurku do krańca swojej szaty żywego śle-
dzia, a celem gry były zadeptanie ryby przeciwnika
i uchronienie od śmierci własnej rybki.
Nad zaletami wina rozwodzili się też uczeni. Ar-
nald z Villanova (zmarły w 1315 r.) w swojej „Księdze
win" zalecał wino właściwie na wszystko, utrzymu-
jąc m.in., że jest dobre dla chorych i pomaga kobietom
dawać życie! Twierdził nawet, że okresowe upijanie się
(ale tylko dwa razy w miesiącu...) jest korzystne dla
zdrowia. Bardziej powściągliwy w radach był z kolei
Giacomo Albini, lekarz z Piemontu, który w „De sa-
nitatis custodia" (1341) pisał, że wina nie można da-
wać dzieciom poniżej piątego roku życia, bo to może
ścinać wypite przez nie mleko. Doradzał też, by mło-
dzieży poniżej 14 roku życia dawkować wino oszczęd-
nie i podawać tylko przy posiłku, ponieważ trunek
może zatrzymać u nich wzrost.
Z reguły lekarze zalecali umiarkowane pijaństwo.
Wszyscy zgadzali sięt że wino jest zdrowe, ponieważ
utrzymuje równowagę humorów (zwłaszcza niwelu-
je melancholię), temperatury oraz płynów w orga-
nizmie, dzięki czemu przynosi dobre samopoczucie
i radość. Było też nieodzowne w walce z bólem. Szcze-
gólnie korzystnie miało wpływać na trawienie (bo-
wiem łatwiej się miesza z cząsteczkami jedzenia niż
woda, przez co lepiej tez transportuje pokarm na od-ległe
krańce ciała, gdzie ten może być najefektywniej
wykorzystywany - głosiło wyjaśnienie).

COŚ MOCNIEJSZEGO

Kiedy do Europy dotarły trunki wysokoprocentowe,
jest kwestią sporną. Wszystko przez Irlandczyków,
Szkotów, Anglosasów i wikingów, którzy prawdopo-
dobnie znali sekret destylacji, ale nie podzielili się nim
z resztą Europy. Anglosasi, podobnie jak wikingowie,
rozróżniali cztery rodzaje trunków: miód (medu) ale
(ealu), wino (win) i tajemniczy beor. Wiadomo, że ten
ostatni alkohol był mocniejszy i słodszy niż ale, rzad-
szy niż miód i przynajmniej tak mocny jak wino, a jego
nadmierna konsumpcja prowadziła do stanu zwanego
w staroangielskim beordruncen (co w wolnym tłuma-
czeniu oznacza „pijany w trupa"). Istnieją dwie teorie,
czym był beor. Według jednych, to supermocny cydr
(sfermentowany nawet do 18% alkoholu), a według
innych to likier wydestylowany poprzez mróz z ale,
miodu albo cydru, który mógł mieć do 50% alkoholu
(wystarczyło zostawić na zimę beczkę z trunkiem).
Jeszcze większą tajemnicą jest wysokoprocento-
wy trunek Irlandczyków, którego sekret miał według
tradycji przywieźć na Zieloną Wyspę św. Patryk (V w.).
Część badaczy przekonuje, że była to właśnie whisky,
ale brak jednoznacznych dowodów, iż sztuka destyla-
cji była tam znana przed XIII w. Wiadomo, że galickie
słowo usige beatha (uisce beatha), oznaczające whisky,
jest tłumaczeniem z łacińskiego aqua vitae (woda ży-
cia), a to pojawiło się w źródłach dopiero w XIII w.
Jeśli irlandzcy mnisi ze wczesnego średniowiecza rze-
czywiście poznali sekret destylacji od Arabów (a by-
li wielkimi podróżnikami), to trunek ten wytwarzali
ze sfermentowanych owoców i używali go do celów
leczniczych, w tajemnicy przed wiernymi. Z pewnoś-
cią sporo do legendarnej historii whisky dodali też
w XVIII w. romantycy. Widzieli oni w tym napoju tra-
dycyjny trunek Irlandczyków i Szkotów, którego pro-
dukcja miała sięgać czasów wczesnośredniowiecznych.
O wiele więcej wiemy o sztuce destylacji, która
w XIII w. zawędrowała do południowej Europy za sprawą
Arabów. Mahometanie używali jej do produkcji perfum
i lekarstw, ale chrześcijanie szybko znaleźli inne
zastosowanie. Jako pierwsi sięgnęli po nią alchemicy, ale
bardzo szybko przyjęła się też w klasztorach,
w których mnisi dysponowali wystarczającymi środkami
pieniężnymi i aparaturą do produkcji destylowa-
nego wina. W Europie szybko się zachwycono nowym
trunkiem. Wspomniany wyżej Arnold z Villanova, kataloński
alchemik, nazwał go „wodą życia" (aqua vitae)
i nazwa ta przetrwała do dziś jako synonim alkoholu.
Jednym z pierwszych, który pisał o nowym „spirytusie" był
franciszkanin, Rajmund z Luli (1232-1315).
Ten kataloński uczony uznał go za wspaniałe lekarstwo,
lepsze nawet od wina. Jego rozważania można uznać
za prawdziwie rewolucyjne. Przekonywał np., że aqua
vitae to emanacja boskości, element świeżo objawiony
ludzkości - ukrywany przed nią w starożytności, ponieważ
wówczas nie był jej potrzebny. Teraz jednak,
w obliczu współczesnego zniedołęznienia, alkohol miał
odnowić energię świata. To i tak blednie jednak wobec stwierdzenia,
że aqua vitae jest piątym elementem (esencją), z której zbudowane
są wszystkie ciała niebieskie. Choć to Hiszpanie pierwsi poznali uroki nowego
trunku, największą popularność w XV w. woda życia
zdobyła sobie w Niemczech, gdzie początkowo sprze-
dawano ją jako leczniczy tonik. I chyba żaden medyka-
ment w dziejach nie został tak szybko polubiony przez
konsumentów. Nowy trunek zaczęto określać mia-
nem brandy, pochodzącym od niemieckiego Gehrant
wein (palone wino), ponieważ destylowano go z wina.
A potem? Potem, jeśli chodzi o alkoholowe trun-
ki, nie wymyślono już nic równie rewolucyjnego...
dr Utkasz Malinowski


eljasz
Posty: 203
Dołączył(a): środa, 16 kwietnia 2008, 18:22


Re: NADCHODZI - epoka gorsza od średniowiecza

UNREAD_POSTprzez jona » środa, 26 marca 2014, 09:21

Piwo to podstepny uzależniacz i mało który przyzna ,ze jest piwnym alkoholikiem,
bo przeciez on pije tylko piwo.
W Anglii brudnej i zapyziałej ,barman dziecku płacił piwem a nie bochenkiem chleba.
Dzieciaki były tak małe ze stawały na skrzynce by odebrac "należność".
Wiem ze w naszym kraju , kobiete która piła piwo ,uważało sie za kogoś
gorszego a dzisiaj młode dziewczyny bez skrepowania pija i zapraszaja
sie nie na kawe na ciastko ale - 'choc na piwo".
Nie dziwi nastolatka z puszka piwa ręce a wręcz dziwi kiedy jej nie ma .
No cóż masz słusznosc ,ze nadchodzi epoka ... ale czy zdąży moze wcześniej
kamien spadnie z Nieba .

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Czas generowania strony: 0.123 s.