Lifechip.pl

Ksiądz Jan Twardowski przesłanie śle

spisane

Szczecin 22.01.06r.

 

 

Ksiądz Jan Twardowski przesłanie śle

 

 

Na zenicie mojej drogi pojawił się Anioł.

Zmierzchu czas nadszedł – przemówił - podejmij

swój notes, zostaw płaszcz i chodź.

Ukażę ci schody – po nich zdążaj.

Na szczycie ukaże ci swą twarz Chrystus.

Nic nie mów tylko patrz.

Patrzyłem.

Oto Jezus Chrystus ukazał mi Siebie we mnie.

Wyrzekł: Zwyciężyłeś.

 

 

Długopis

 

Zawisł w powietrzu mój długopis,

gdy unosiły mnie Anioły.

Sądziłem, że podejmę go,

gdy święty Piotr otworzy bramę.

Stałem przed bramą w dół spoglądając,

długopis jednak w przestworzach trwał.

Święty otworzył, mnie przywołał,

długopis spadł.

Rozpaczliwie szukałem posłańca,

podejmij, proszę, długopis.

On jednak trwał jak skała.

Cóż miałem robić ? Zawołałem:

Maryjo, pomóż”.

Wskazała: „Oto Ostoja”.

 

 

Miłujcie się

 

Nie Jan, nie Twardowski myśli

przekazywał wam.

Jezus Chrystus „Jam Jest” objawiał

myśli swoje.

 

Czynił cichutko, bez szmeru,

częściowo ukłon w waszą stronę.

On karmił was swoim pokojem,

a mnie do ręki pióro dał.

 

Jemu dziękujcie i wysławiajcie,

Jego w swym sercu błagajcie

o tęczę, którą ja dziś oglądam

z napisem:” Bracia, miłujcie się”.

 

 

Komu potrzebne

 

Komu potrzebne dziś moje bazgroły ?

Komu ? Dziś pytam z Tej Strony . Widzieć oczyma śniącymi w doczesności,

to malować gruszki na wierzbie.

Dziś powiedzieć mogę: Bóg zapisuje

Siebie w was.

Odważcie się ujrzeć ten fakt.

 

 

 

Nie mam żalu

 

Nie mam żalu do nikogo

a tylko wspomnienie

długiej podróży z górki pod górkę,

listów pochwalnych nie pamiętam.

Jezus w swym Krzyżu

a ja pod Krzyżem – pacholę,

nieborak i Matka Uśmiechnięta.

 

 

 

Jezu zalicz mi

 

Umacniałem wielu słowem, rymem, żartem.

Między słowa wkładałem Opłatek Ofiarny.

On żył, przemawiał, nawracał.

Jezu, zalicz mi, choć to nie moja praca.

Toż to Twoja Obecność, jak tęcza na niebie.

Jezu, ukaż im miłość – czytającym Ciebie.

 

 

 

Wsiąść do pociągu

 

Wsiąść do pociągu byle gdzie

udać się w międzygwiezdną podróż

rozłamać chleb podany naprędce

i ucałować Mamusi ręce,

która tak czeka jak czekała.

Jestem dziś bliżej Jej policzka, skroni,

jestem Jej synem, który długo zwlekał,

by ucałować Jej przejrzyste dłonie,

prosić: Pozwól mi jeszcze trochę poczekać.

 

 

 

 

Przyjdę do Ciebie

 

Przyjdę do Ciebie o zmierzchu

lub jak Nikodem nocą.

Zapytam – odpowiesz, nawiążesz

do Starego Testamentu.

Zrozumiem i poddam się zadumie.

Powieje wiatr, języki ognia zabłysną,

spojrzę na siebie oczyma zorzy

przeniknięty Mądrością Twą, Boże.

 

 

 

 

Do Ciebie

 

Do Ciebie zwracam oczy

Który mieszkasz we mnie.
Tobą zachwycam się i miłuję.
Wyjmuję serce wpatrując się,
a oczy Pana śledzą mnie.

Uwiłem Ci gniazdko przytulne
w świątyni serca.
Zamieszkałeś i mieszkasz,
dajesz się cały
w okruchu chleba, w kropelce wina
– Krwi Twojej Zbawczej.

Wiem, przyjdzie godzina
twarzą w twarz stanąć.
Dziś choć gotów nie jestem – wiem,
w momencie:
„Przyjdź, zawezwałem cię”
nie opuścisz wnętrza w którym trwasz.

Ojcze, Ojcze nasz ...

 

 

 

 

Rany

 

Natniesz naskórek - ujrzysz krew.

Natniesz wierzbinę – wypływa miazga.

Natniesz cokolwiek – tworzysz ranę.

 

Ran wiele ostrzem słów tkanych

w Sercu Chrystusa tkwi.

W Nim twoje myśli, słowa i czyny

dobre i złe.

W Nim Pokój, Radość, Harmonia, Świętość.

W Nim ja i ty.

 

 

 

Zapowiedź

 

Na dziedzińcu pewnych komnat rozlegnie się głos, wydobędzie z ludzkich serc miłość.

On przemówi przez Przestworza:

Kochałem was.

Trwajcie w subtelnym dążeniu do celu.

Jan Paweł II – papież wasz”.

 

 

 

Wpadka

 

Idąc po drodze wyboistej i potknąć się

  • zwyczajną rzeczą jest.

Idąc po prostym trakcie i złamać nogę

  • ostrzeżeniem jest.

Jeśli zdarzy ci się tego rodzaju wpadka,

pamiętaj: Pomocą jest Matka.

 

 

 

***

 

Zamysłem Boga wobec człowieka:

Harmonia, Pokój.

Pamiętaj, długo nie czekaj,

Czerp ze Źródła Jego Miłości.

 

***

 

Nie oczekujcie od pisarzy zdań,

które w sercach waszych tkwią.

Malujcie sceny i obrazy

Jezusa Krwią.

 

 

***

 

Namawiałem wielu, dawałem rady.

Sam utkwiłem na zakręcie

słodkiej posady.

 

***

 

Być wyrocznią w oczach Boga – to oddalić się

od światowych uciech, bogactw, wyswobodzić myśl.

Dać przeniknąć się Niedoścignionemu.

Jemu, tylko Jemu przestrzeń serca swego udostępnić,

a moment odejścia Zjednoczeniem stanie się.

 

***

 

W serdecznej więzi Boga z człowiekiem

panuje Krzyż.

Otwórz swe oczy, otwórz swe serce

a ujrzysz w nim codzienność twą.

 

 

***

 

 

Nie ma żalu po stracie

pisarza, artysty.

Po nich pozostaje testament,

jeśli jest czysty.

 

 

***

 

Nie udzielaj rad, gdy serce w gniewie.

Proś: Pomóż Aniele oddalić gniew, fałsz i brud.

W Krwi Chrystusa przemyj je.

Przyjdź królestwo Twoje ...

 

 

 

***

 

Wjechałem na stoki w krótki dzień,

myślałem: słońce w górze.

Ujrzałem przed sobą piękny dzień

i Słońce w Górze.

 

 

***

 

Nie ma widocznych plam na Słońcu,

a na Księżycu oznak życia.

Są jednak plamy na sumieniu

i Miłosierna Miłość Boga.

 

 

 

23.01.06r.

 

Kocham was

 

Wolno mi dziś z wami rozmawiać,

myśli przesyłać.

Nadejdzie jednak dzień, gdy Jezus

pod Krzyż swój wzywa.

Na moment ten, dziś, proszę was,

baczenie miejcie.

Kocham was.

Nie mogę dziś, nie wolno mi,

o wybaczenie prosić.

Z całą odwagą jednak wypowiem:

Wybaczam wszystkim nieprzyjaciołom moim”.

 

 

24.01.2006r.

 

Wędrówka duszy

( Kolorowe Przejście )

 

Być ponad jedną i drugą Czasu-Przestrzenią

w postawie obserwatora pozwala Bóg duszy

w jej pierwszym rozpoznawaniu Tu i Teraz.

Dusza radośnie zwiedza Przestrzenie, podejmuje

dialog z Opiekunem i nie pobłądzi, jeśli na ziemi

niosła swój krzyż mężnie.

Choć Przestrzenie wabią kolorami srebrzysto-złotymi,

różem i tysiącem promieni – w Oddali ciągle ,

niezmiennie tkwi Krzyż – wchłaniający, jak magnez.

Widzisz w nim: „Oto Jam Jest. Przybędziesz do mnie, zaproszę cię”.

 

Dusza radośnie chłonie tę myśl i zdąża, aby swoje

Wczoraj” przedstawić „Dziś” i w „Jutro” wejść bez obciążeń.

W zafascynowaniu poznaje, zanim dotrze do szczytu,

piękno błękitu, złoto czerwieni i piękną bladość

różnych Promieni w ukłonie tkwiących.

Dusza poznaje, ku zaskoczeniu jej, rodziców, bliskich,

całe szeregi modlących się dusz.

 

Prowadzi ją Opiekun Nauczyciel – nie zbłądzi.

Wskazuje jej Matczyną Dobroć, Jej kochające, jak

rozlewisko miłości, otwarte Serce.

Dusza promienieje ze szczęścia, wie jednak, iż godzin,

dni, nie wiele zostało, aby pod Krzyżem zatrzymać się.

Chciałaby wołać, w tył oglądając się: „Dlaczego za mną

ciągnie się struga doczesnych win ?”

Opiekun odpowie: „Pod Krzyżem Bogu przedstawisz je.

Teraz w zachwycie smakuj swą drogę. Tam Bóg wypowie: „Miłosierdzie Moje głębokie. Usiądź, odpocznij, przedstaw mi, proszę, za i przeciw. Rozliczę je, w miłosierdzie wchłonę i pozwolę ci zachwycić się Matki Najświętszej Łonem. W Niej odpoczywają święte dusze. W tym Raju dokonało się Zbawienie. Przez Jej Łono w świat spłynęło i w to Łono Miłosierdzie Boże kieruje szczęśliwe dusze”

 

Opiekun zamilkł.

 

Pielgrzymie ziemski kochaj, abyś mógł pojąć, co Bóg dla ciebie tworzy.

 

 

 

 

Nie dość

 

Nie dość, że róże pachną – są jeszcze piękne.

Nie dość, że Słońce w górze, jest jeszcze więcej:

słońc, gwiazd, księżyców – nie wypowiedziana ilość.

To wszystko zawarł Bóg w zdaniu: „Niech się stanie”.

Stałeś się ty, stałem się ja i wielu, wielu…

 

Idąc rozmyślaj o cudzie tym ...

Kochaj, przebaczaj, a nade wszystko

miłością zwyciężaj.

 

 

 

Ptaszek

 

Podczas burzy skrył się ptaszek

pod skrzydełka swej mamusi.

Obserwował grzmoty, błyskawice

i rozmyślał: W sumie to nie

takie straszne, czuję bicie serca jej.

Nie przestraszą mnie nawałnice.

Kocham burzę, bo bliziutko

w matce trwam.

 

Burza drogę w Serce Matki wskazuje nam.

 

 

 

 

Przedwiośnie

 

Przedwiośnie odkrywa uroki wiosny,

zmarzliny topnieją, spływają lody.

Brud chłodu i pieniących się krą rzek

spływa do oceanu.

Wschodzące słońce toruje drogę wiośnie,

z wolna wysusza błota i bagna

czyniąc glebę gotową pod zasiew ziarna.

 

Zmarzliny serc pod wpływem słońca

nie topnieją, nie zmyje je nawet ulewa.

Zmarzliny serc przed tronem Boga

  • potężnieją.

Ogień piekący oczyszcza serca.

 

 

25.01.06r.

 

Maleńki żuczek

 

 

Maleńki żuczek przez życie kroczy

z nosem przy ziemi.

Choć słońce wschodzi i zachodzi

  • on się nie zmieni.

 

Na drodze twojej spotykasz osty,

malwy i róże, podnosisz czoło,

w słońce spoglądasz…

 

Czy wiesz, że proces ewolucji

nie zmienia się ?

Żuk z nosem przy ziemi, ty głowę

w chmurach zanurzasz.

 

Obu powoła Bóg w swoim czasie.

Pamiętaj, nie chce cię spotkać

z nosem przy ziemi.

Pragnie cię podnieść w doświadczanie

bliskości Jego.

 

Oddaj się, jako ten żuczek z nosem

przy ziemi, lecz tchnienie Jego

w sercu swym odczuj i boskość wchłoń.

W postawie gotowości spotkania z Nim

- pozostań.

 

 

 

Zdumienie

 

Zdumiał się pewien uczony w Piśmie

na słowa Mistrza, choć głosił Prawdę.

Zdumiał się świat, gdy na krzyżu zawisł Bóg.

Zdumienie przybrało miarę absolutną.

 

Chowa się Bóg w dalekiej przestrzeni, by

przechadzające się w sumieniach ludzkich

zdumienie nie odstraszyć.

Pozwolić mu w sumieniu walczyć z lękiem

co sterczy na czterech łapach i nie folguje

  • wyraża zachwyt nad zdumieniem.

Chrystus zdumienie w Krzyż swój wchłonie

  • zostanie gołe sumienie.

 

 

 

 

Spotkanie z papieżem

 

Spotkanie nasze nie niosło przeszkód,

spotkaliśmy się jak równy z równym. Dałeś mi odczuć, że jestem kolegą, nie w zaszczytach, lecz po piórze.

Tak było w czasie ziemskiej wędrówki.

 

Dziś choć spoczywasz w objęciach Matki

i tron Twój w Sercu Jej wysoki,

dajesz mi odczuć, że pragniesz, abym

już wszedł na te stopnie.

 

Pragniesz w skupisku dusz uszlachetnionych

powołać grono Wielkich Polaków.

I jak za życia błagasz Królową

Korony Polskiej o wstawiennictwo.

 

Choć moje serce młodziutkie w Tych Stronach, choć dusza pragnie doświadczać miłości,

wiem, że nie szybko podejmę zadanie,

Ty jednak błagasz Najświętszą przymilnie.

 

Patriarchą Wielkim obwołał Cię Pan,

wyznaczył cel zjednoczenia chrześcijan.

Na imię Twoje wzywane Trony, wielbiąc

Boga, proszą : Przyjdź królestwo Twoje.

 

Nie ranisz pychą najniższej duszy,

stajesz się orędownikiem nawet najsłabszej

i ukazujesz cel jej podróży - Majestat

w Krzyżu zawarty.

 

Kochałeś Lud swój, jak dobry ojciec, tworzyłeś ziemię poddaną sobie przez

Twe podróże i Twoją miłość.

Dziś wyjednywasz miłosierdzie Boże.

 

Słowa są płytkie, głębi nie oddają

czym byłeś i jesteś dla naszego kraju.

Choć odstęp czasu Twego i mojego

nie dość odległy, są jednak stopnie

zasług i win.

 

Ja Ciebie, Ojcze, przed Majestatem Boga

upraszam : Zejdź na niziny i przekaż światu

swoje przesłanie:

Ludu mój umiłowany, zespól więzy pokornej

Jedności i przyoblecz się w pokorę zanim

świat przeniknie w Odnowę.

 

 

Radosny mnich

 

Podczas mej wędrówki zatrzymałem się na chwilę.

Spod Płaszcza Najświętszej Matki wysunął się

radosny mnich.

Na Szczyt swobodnie się wspiął i wypowiedział:

Drogi bracie, nie marnuj czasu, lecz zdążaj.

Przyjrzałem się – rozpoznałem Kardynała.

Z pokorą wyrzekłem – Ojcze.

On rzekł: Nie marnuj czasu, zdążaj pod Krzyż

zanim świat obejmie Odnowa.

Chciej, Ojcze, jasno naświetlić sprawę – wypowiedziałem.

On rzecze: Szeregi zasilać należy, Bóg Władcą

jest i Panem, jest też Miłosierny.

Zatem, bracie, podejmij krzyż rozliczeń, aby

Ci tam, skąd przyszedłeś, nie musieli się

trudzić więcej.

 

 

 

Pytania

 

 

Zadam ci pytanie, bracie. Czy żyjąc na ziemi

odczuwałeś potrzebę rachunku sumienia ?

 

Tak, Ojcze, odrzekłem.

 

On rzecze: A czy widziałeś

potrzebę bycia dobrym ?

 

Tak, Ojcze.

 

Cóż zatem, patrząc na świat

z Tej Strony, rzec pragniesz braciom ?

 

Kochajcie się – rzekłbym, lecz

czy posłuchają ?

 

Oni, mój bracie, w kapsule śmierci przebywają.

Uwolni ich Miłosierna Miłość z Krzyża.

 

Ojcze, czy zdążą przebłagać ?

 

 

 

Milczeć i kochać

 

Milczeć i kochać, odnawiać przymierze

i wierzyć w niezniszczalne tajemnice

boskie – w tym tkwi sedno dojrzałości.

Pustynia słów, pustynia myśli – uszlachetnia.

Prowadzi prosto w doskonałość.

Iść drogą pustyni a nie doświadczać skwaru,

to tak, jak jeść cytrynę i nie zauważyć kwasu.

Toczy się koło Czasu z wpisanym weń drogowskazem.

Jeśli podejmiesz ciszę – on drogę ci wskaże

przez przeszłość, teraźniejszość i odkryje przyszłość.

Chciej jednak, Wędrowcze, na pustyni ujrzeć

Źródło nie wysychające.

 

 

 

 

 

Pomimo tęsknot

 

Pomimo tęsknot słanych przez lata

i mimo trudu zrzucania pychy,

stojąc przed Stwórcą odkrywasz

w duszy nieukontentowanie.

Widzisz jałmużnę modlitw swych,

dotykasz narośli w postaci „mieć”,

idziesz i odnajdujesz, nie w pamięci,

lecz realnie, kwaśną minę wobec braci.

Nie są to skargi, żale czy tęsknoty,

bo Tu jest Przestrzeń „Wiem” rozpostarta.

W niej Bóg zapisał Krwią Syna swego

i Miłosiernej Matki Miłością wyznanie:

Ukochałem cię do końca”.

Chciej tylko myśli swe skierować do Słońca

i wyznanie wysłać: Jezusie, Synu Dawida,

zmiłuj się nade mną.

 

 

 

On wchłania mnie

 

Już tak radośnie nie kroczę, jak wprzódy.

Dotykam ran Chrystusowej męki.

Choć wokół Jasność, Czystość Tchnień, wiem,

bez końca wiem, że On wchłania mnie.

Promieniuje Zeń doskonałość i Chwała,

odbiera ci głos, zapiera dech, lecz idziesz,

zdążasz, jak piechur przed nocą pod dach,

który zwą Nieustającą Pomocą.

 

 

Bogacz i Abraham

 

Staję przed wami dziś, jak bogacz

przed Abrahamem i powiadam: Każda

kropla miłości jest balsamem.

Choć wiem z przypowieści, że choćby

umarli przyszli i wołali głosem

z nieba – nie uwierzą.

Ja jednak pragnę Maryję prosić, aby

w me strofy wpięła swój Promień złoty

i uszlachetniała każde serce, umysł

i dążenia wszystkich czytających

wierszyki – choć mnie już nie ma

w ziemskim padole.

Kochajcie się wzajemnie – Abraham odpowie.

 

 

 

 

 

Intencje niezrealizowane

 

 

Cały się Tobie oddaję, Matko, jako

za życia, tak czynię teraz.

Wiem jednak o wiele więcej o Twej miłości,

Zbawczym Promieniu, o Ładzie, Harmonii

i wielu, wielu dojrzałych owocach, które

mógłbym podjąć już, gdyby nie przeszłość

a w niej intencja niezrealizowana,

Bogu dana, przyjęta, lecz, jakby zapomniana

w zamęcie świata i spraw wielu.

 

Piechurze ziemski, jeśliś choć raz w życiu

przyrzekł Bogu czy bliźniemu cokolwiek,

radę mą przyjmij: Zrealizuj, abyś nie musiał

czekać, aż ktoś za ciebie w przyszłości,

w nieodgadnionej przyszłości, to podejmie.

 

Są to wyznania:

Kocham – a nie kochasz.

Dam – a nie dałeś.

Poprawię się – a nie dotrzymałeś.

Wyznałeś winy: nie powrócę, wyrzekam się,

a w dniu następnym podjąłeś czyny.

 

I tak, Wędrowcze, urasta góra nie dotrzymanych,

przed Bogiem utkanych przyrzeczeń.

Zachęcam cię – już dziś notatnik załóż

i spisuj, wykreślaj, nanoś i spalaj

w miłosiernej miłości swoje słabości, abyś,

gdy pojmiesz głos zawołania mógł wypowiedzieć:

Oto jestem, Panie, podaj mi dłoń i w komnaty

Swoje wprowadź”. Amen

 

 

 

26.01.2006r.

 

Holocaust widziany okiem poety

 

Rozpostarł skrzydła orzeł czarny,

przemknął przez świat.

Drżącym na dole - olbrzymim ciałem

słońce przesłonił.

Wywołał ucisk, panikę a cierpienie

przekroczyło, zdać się może, mękę Chrystusa.

Orzeł przeklął pokój, miłość, jedność,

wyeksponował śmierć Żydom, Polakom,

milionom istnień ludzkich.

Zdać by się mogło – prześcignął Krzyż Chrystusa.

 

Nie, zbawczej męki, świętej Męki Jego

nie prześcignie ni wojna, ni terror,

ni Holocaust, Stalinizm, ni wolność

przewrotnie widziana.

Męką swą On, Stwórca i Pan, wchłania,

nieustannie wchłania brud serc

i prześcigające się w okrucieństwie

zamysły wielu.

 

Choć wolność na sztandarach swych głosicie, On przemilczy waszą pompę i wprowadzi hasło nowe: „Serc odnowę”.

Zawrze w niej Kościół i każde ludzkie sumienie.

Pamiętaj, który pamiętasz Holocaustu chwile,

ogień przemiany serc – żywym ogniem nie jest,

lecz program mocy w nim zawarty cięższy

zdać może się niż Holocaust.

On w tobie samym trawić cię będzie.

Zrozumiesz, iż sam sobie Holocaust stworzyłeś.

 

 

 

 

 

Rozdane karty

 

Rozdane karty, gra toczy się o wielkie pieniądze.

Wyperfumowane damy i dżentelmeni pod muszką

przechadzają się po salonach.

Zgiełk odsuwanych krzeseł i trzykrotne uderzenie

oznajmia rozpoczęcie gry.

Toczy się gra o Jutro twe, Narodzie.

 

Gra słów, przepychanek o fotele, o mądrość twą – nie,

boś wybrał ich, jako odpowiedzialny stan.

Wyniki obrad kamera obwieszcza świszczącym

głosem spikera.

Tłumisz swój żal przekleństwem pospolitym, gdy widzisz

dziurę w budżecie framugą pychy przykrytym.

Zżymasz się dalej.

 

Oto pojawia się długo nie widziany „mąż stanu”.

Wygłasza swoje powszechnie znane: „... i Maryja zawsze Dziewica”.

Jest powszechnie uwielbiany i przeklinany.

Nowy mąż stanu w ukryciu.

Przemówi zanim kogut trzy razy zapieje.

Chrystus spojrzy.

 

W Piotrze spojrzenie Chrystusa ból wywołało.

Mąż stanu zadrwi: „Wolna jest moja dusza.

Przeprowadziłem wybory, rozdałem karty i wierzę

- nadejdzie moment – wygwiżdżą Sejm, choć srebrników

nie dostanę – Powagę Sejmu powieszę”.

 

Hasło rozbłyśnie i zniknie.

Co niektórzy odejdą, inni zostaną i historia się

powtórzy, bo naród kroczy na Golgotę.

Jezus ubiczowany, koronę z ciernie wtłoczył mu lud

pychą i dobrobytem jednych, nędzą i poniżeniem drugich.

Krzyż niesie On – Bóg i Stwórca.

Gdyby nie Jego Miłosierna Miłość – Ludu,

twój ogród tęsknot zamarłby w tle twych pobudek niskich.

Otwórz swe serce i pod krzyżem stań, w cichości

przyjmij dobrą nowinę: Przejdziesz gehennę, zanim wkroczysz na równinę.

 

 

 

Otwarte niebo

 

Otwarte niebo – patrz, mówi brzdąc do brzdąca.

Coś ci się pomyliło – tam przecież nie ma końca,

ani drzwi, ani okien.

Spójrz, aniołki spływają, mają buzie jak stokrotki.

Może to łąka – odpowiada brzdąc do brzdąca.

Na łące rosną kwiatki, a z nieba drabinę

spuszczają na ziemię.

Wejdziemy po niej ?

Poczekaj, aż się ściemni.

 

Do Anioła Stróża

 

Choć ciągle mi pomagasz,

i ciągle dajesz rady,

na firmamencie niebieskim

po tobie nie ma śladów.

Idziesz za mną i zasypujesz je.

Czemu tak ciągle skrywasz się ?

 

Otwórz swe serce, mój przyjacielu,

a wokół siebie zobaczysz

aniołów wielu.

 

 

 

 

 

Powiedz mi Matko

 

Powiedz mi, Matko, jaką modlitwę zaśpiewać Tobie

o poranku, w południe, wieczorem ?

Jaki hymn, Najpiękniejsza Ozdobo Nieba i Ziemi ?

 

Wyśpiewać Ci pragnę duszę z wszystkimi jej zaletami.

Nie dać odsapnąć nawet nocą, gdy oczy sen zamyka.

Ja Tobie, Matko, kołysankę milczeniem duszy śpiewam.

 

Oddaję Ci wpierw małe dzieci - pisklęta Twoje.

A potem wszystko tak, jak leci.

Oczywiście staram się o sobie pamiętać.

 

O Maryjo czule uśmiechnięta,

Wiarą, Nadzieją i Miłością karmiąca.

Maryjo, Pomocy Nieustająca.

 

 

 

 

 

Modlitwa poranna

 

Śpiewam Ci pieśń o poranku

sercem wzniesionym, pochyloną głową

i tęskniąc, pragnę, czułość moją zlać

w Twoje ramiona.

Wysłuchaj piskląt, orłów i pasterzy,

wysłuchaj i mnie nędznego co żebrzę

o wyciągnięcie z Twej dłoni darów

na czas wędrówki, postoju i pracy.

 

Kiedy odsapnę po postojach, trudach,

daj mi, choć grzechem spowite sumienie,

odczuć Twą Miłość Matczynego Łona

i mnie zawezwij, drogę wskaż, pod

krzyż Twojego Syna.

 

Nie pragnę zaszczytów, ni gali,

pragnę Cię, Matko, wielbić ciszą serca.

Choć wokół gwar, słów wiele i przekleństw,

naucz mnie stąpać, jak przez żmii gniazdo,

leciutko, cichutko i miłość rozsiewać

do Ciebie, Matko.

 

Naucz mnie, proszę, pacierza bez słów.

Wówczas będę się modlił z Tobą we mnie,

tak właśnie, proszę, do mnie mów;

do mnie mów, abym nie osłabł

w uwielbianiu Ciebie.

 

Kocham cię synu, córko – Ty wypowiesz,

dusza rozbłyśnie kolorami tęczy

i już uśmiechem ja Tobie odpowiem,

bo wiem, że jesteś we mnie.

Cóż trzeba mi więcej ?

 

Kochać, kochać, kochać i kochanym być

  • hasło poranka - nim pragnę żyć !

 

 

 

 

 

Anioł Pański

 

Anioł Pański w południe świat przenika,

jak Gabriel Maryję.

Otwiera serca na głos dzwonów i objawia:

Rodzi się Syn, Jezus Chrystus, w sercu twym.

 

Pięknieją twarze w uśmiechu, w świat płynie

homilia o człowieku, którego ukochał Bóg,

ukochał do końca.

 

W południe Najświętsza rozdaje dary

pod postacią zapewnień o miłości bez miary,

o delikatnym, jak wietrzyk, spływaniu Ducha

i o komunii: Kościół - Lud.

 

Przemienia tęsknotę w odrobinę uczucia,

rozpala ogień darów pod postacią Chleba,

a wino – Krew Jej Syna – czule, kropla po kropli

na ziemię spływa i odnawia sumienia.

 

Matka Przemienienia – łagodna jak puch,

leciutka jak motylek, piękna jak zorza,

Królowa Świata, Nieba i czuła Matka.

 

O chwilo południa roztaczaj swój krąg,

aby nie ucichł w sercach naszych dzwon

na Anioł Pański.

 

 

 

 

 

Modlitwa wieczorna

 

Słońce już zgasło, brewiarz uśpiony,

jeno Kompleta ożywa.

Kartkuję w jedną i drugą stronę,

serce od słów w niej ukrytych zamiera.

 

Chciałbym Cię, Matko, cichutko spytać

za co mnie w dniu tym kochałaś ?

Czy mogę wiedzieć co do poprawki,

a co umacniać ?

 

Na pewno wiarę wzmocnić Twą mocą,

aby się stała jak skała.

Ufność pokładać w każde Twe słowo,

wdzięczność wyrażać.

 

Powiedz mi, Matko, jak zamknąć oczy,

w sen się pogrążyć, a duszę przed tron

Twój wysłać ?

Nie chcę ni chwili bez Ciebie trwać.

W Tobie pokładam moją nadzieję, aby

na Jutrznię – Ave Maryja, zawołać.

 

 

 

Dałam ci Siebie

 

 

Dałam ci Siebie, poeto, w poranek

dżdżysty i chłodny.

Otworzyłeś wówczas okno wypatrując

pogodnego nieba.

Wyrzekłeś wówczas: „Gdy Maryja

chleb przynosi i dzban wody,

czemu ciągle pragnę pogody ?”

 

Oddechem cichym, jak wionie Duch,

odpowiedziałam poecie:

Pogodę w serca wlewaj im, a Ja

podszepnę ci treści.

Skłonił się poeta, podziękował

i czy dzień pełen blasku, czy

dżdżysty, on tworzył wiersze.

 

 

Dziesięcina

 

Pokaż mi swoją dłoń, Maryjo,

czy na Twój palec włożył pierścień
św. Józef w dniu zaręczyn ?

Od świtu po mrok wielu składa obrączki,
pierścionki, korale, naszyjniki i mnóstwo wot.

Ciężki Twój płaszcz, ołtarz ugina się,

a w oczach Twoich, Mateńko, żal:

Niechby choć sercem, choć mgnieniem powiek
wypowiadali:
„Kocham Cię, Ucieczko grzesznych”.

Oto i uśmiech powraca, i ołtarz prostuje się,

Mateńka dary zamienia w łask pełen dzban
i wylewa w tłum na Górze Jasnej i w doliny.

Czcijcie Maryję, kochajcie Ją,

nie znoście dziesięciny.

 

 

27.01.2006r.

 

 

Malutkie słowo

 

 

Gdy mówię „kocham Cię, Maryjo”,

uśmiecha się niebo, przyglądają się

gwiazdy w jeziorze,

uspokaja się wzburzone morze,

czerwienieje zorza.

To malutkie słowo „kocham”

miłosierną miłość wynurza,

spływa kropelkami z Serca,

Promienie blask wzmacniają

a Matka, jak najdostojniejsza

królowa, cichutko się zbliża,

podnosi na duchu i powiada:

Gdy ci ciężko – kocham – wypowiadaj

 

 

 

Wokanda

 

Dotknąłem przerębla ludzkich cierpień,

sądziłem, że lód, a tam parzy.

Spojrzałem – Opiekun czule wyjaśnia:

Ukażę ci jeszcze zejście do piekieł,

tam ciasno dziś. Wszyscy się garną,

bo wyświetlają film o wokandzie.

Nie chciałem czekać.

Na dole – mówię – filmów bez liku.

Przepraszam, a może później chciałbyś

jednak przyjść, pouczające tematy

poruszą.

Wyciągnę z tego naukę ?

Poeto, twój dzień krótki.

 

 

28.01.2006r.

 

Ludzkie szczęście

 

Maryjo, poznaję Cię pojęciem Twoim, kontemplując Obecność Twą w sercu moim.

Z ziaren co padały na skały, między osty

i ciernie, jedno odnalazło grunt orny

  • powstał plon słów, znaków i żartów,

modlitw, wskazówek i planów – za przyczyną

Twoją, Umiłowana Najświętsza Panno.

 

Gdyby ci wszyscy, którym miłe są rymy,

podjąć chcieli kontemplacyjność nad nimi

  • powstałby klub radosnych serc.

Choć ręką słabą, niezdarną pisane, z nich

naszyjniki z pereł tkają Maryi ci, którzy

choć werset zapamiętają, w sercu chowają,

uśmiech rozdają.

Potężnieje ich udziałem pokój, radość

i dążenie do podjęcia prostej drogi

na zakręcie.

Już w tym, Maryjo, jest ludzkie szczęście.

 

 

 

Nie oglądaj się

 

 

Przyłożyłeś dłoń do pługa

  • wstecz się nie oglądaj.

Brnij przez zachwaszczoną skibę.

Przez lat wiele oglądałeś się,

inni przed tobą zdążają.

On Mocą siedem duchów wypędza.

Czy milsza ci twoja nędza ?

 

 

 

 

 

29.01.2006r.

 

 

Doświadczeń czas

 

(28.01.06r. zawalił się dach hali MTK w Katowicach – w wierszu poruszony ten temat).

 

Oddal karania czas, trwając w pokłonie,

wołają dusze przeczyste.

Przemień to, co zepsuł człowiek swą pychą

i przywróć Pokój, Harmonię, Stabilność, Ład.

 

W świątecznym nastroju przejść przez życie,

nie zaznając łez, nie możliwe jest, bo

w sercu każdego, świętego też, widnieje Krzyż,

Jezusa Krzyż i bolesne rany.

Krew odnowieniem jest.

 

Na Sądzie Ostatecznym Bóg wskazuje: „Winien - ma”.

Według zasad ludzkich podobny termin występuje.

Ludzkość jednak mniej myśli o Sądzie Ostatecznym,

kierując się miarą własnych spostrzeżeń. Idąc falą katastrof zauważać należy cel boskich ostrzeżeń.

 

Naród wybrany krocząc przez pustynię, łamał

Boskie Prawa, doświadczając gniewu Bożego.

Ojciec Syna w moc męki zesłał – ukazując miłosierdzie.

Nie przejął się lud krwią i męką Jego – w beznadziejność

zachowań brnąc.

 

Wzywa Maryja pastuszków głosem: „Nawracajcie się !”.

Wzywa Dostojnik Kościoła: „Otwórzcie drzwi Chrystusowi”

- nauki giną pod stosem napisów: ” Wiem lepiej – ja

nowoczesny człowiek”.

Trzęsie się ziemia, fale tsunami zalewają kontynenty,

łamią się konstrukcje żel-betonu – człowiek wie lepiej.

 

Zapragnie Bóg po próbach wielu podjąć ostatni dialog

współpracy z Nim – ukaże Obecność swą w człowieku.

Konstrukcje pychy rozsypią się w pył,

żel-betonowe konstrukcje zasad w Bogu nie ustalonych

płomień miłosierdzia Bożego zmiecie w stos gorejący,

ukazując pustkę dążeń.

 

Zarówno ci na pustyni, jak i obecnie pychą prześwietlony umysł ludzki – zdążają do ziemi obiecanej.

Tam Bóg Jahwe ukazał ziemię wybranym.

Tobie, Wędrowcze, ukaże ją w tobie samym.

Nie szukaj związku w naporze śniegu i złej konstrukcji.

Powód zawarty w Apokalipsie.

 

 

 

30.01.2006r.

 

 

Otwórz mnie

 

Otwórz mnie, proszę, na słów

Twoich splot, abym nie stracił nadziei.

Ukaż mi twarz swoją we mnie, abym

w miłość przyoblókł się.

Wysłuchaj próśb żebrzącego ludu i mnie.

Podaj mi dłoń, gdy wokół lęk i trwoga.

Niedostatki moje omiń i prowadź do Boga.

 

 

 

Szaweł oślepiony

 

Szaweł oślepiony zawołał: ”Kim jesteś, Panie?”

Ja nie pytam, bo wiem, żeś Chrystus Jezus,

  • Bóg we mnie.

Żeś Emmanuel – Bóg z nami.

Żeś miłosierna miłość na Krzyżu, że Twoje

Imię leczy mnie i pragnie wnętrze ukazać.

 

Szawła uzdrowił Ananiasz, sługa Twój,

pomocą dla mnie Twoja Matka.

Wstrząsnąłeś Szawłem jak przydrożnym drzewem.

Co tworzysz dla mnie, abym oprzytomniał ?

 

 

 

Powiedz mi Matko

 

Powiedz mi, Matko, na dzień dobry,

choć grzeszny jestem, słowo miłości:

Kocham cię synu”.

Obłok ten pobudzi mnie, wywoła

skojarzenie zorzy i poprowadzi

w szary dzień podróży.

 

Kocham cię synu, kocham cię córko

  • ciebie , twych bliskich i cały świat.

Nie lękaj się, Ojciec Syna dał,

w Nim zbawienie przyszło.

Twój lęk, trwoga i grzech na Krzyżu zawisło.

Podnieś oczy ku niebu i oddaj się cały:

Jezusie Synu Dawida, zmiłuj się nade mną.

 

 

Morwa

 

Morwa przesadzona w morze

choć nie wierzyła, ale już wierzy,

mocą twej wiary.

Jak deszcz, ulewa spada – nie wraca,

tak słowo Boga się spełnia.

Pomóż słowu Ojca, Syna i Ducha

w tobie kiełkować.

Urodzaj spłynie, plon wyda owoc.

Bóg robotników na żniwa wezwie

i nowy zasiew rozpleni się.

Czyś gotów ?

Cuda zdarzają się.

 

 

Pewien okres historii

 

Zdarzył się pewien okres historii,

nienawiść płonęła.

Winien nazizm, stalinizm ?

Bóg wypowiada: W swe serce patrz.

Koryguj dawne odejścia, obecne

zniesławienia, ogromną pychę

i głód miłości, nadęte słowa,

kipiel chciwości i twoją nicość.

 

Stanąłeś w pysze – łopocze jak flaga

na wietrze. Nie chcesz jej zwinąć,

by brzegów nie pognieść, aby stroiła

ciebie i synów.

Idziesz z tą flagą, potykasz się

o gruzy zwalisk.

 

Wędrowcze, nad czołem twym gniew zawisł.

Brat brata gnębi, poniża, szkaluje,

Bóg w Sercu cierpi i ukazuje prądem twych

błędów nieskończoną miłość miłosierną.

Otrzyj swą twarz zwiotczałą od pustych słów.

Okryj się worem pokuty i mów:

Zbłądziłem, Ojcze”.

 

Synu marnotrawny przywrócony do dziedzictwa.

Proś, abyś nie musiał strawy jeść ze zwierzętami.

Nadzieję Bóg pokłada w tobie, ufając w mądrość

i Ojców dawnych ślub poddaństwa.

Nie wota i celebra wszech wspaniała, lecz

twoja wiara, pokora i miłość – przywrócą jedność.

 

 

 

Czuła Matka

 

Czuła Matka Różańcowa na tronie nie zasiada.

Przygarnia dzieci i czule, jak paciorki

różańca, przesuwa na stronę świętych dusz.

Jak kwiaty pielęgnuje, kolorem lilii zaszczepia

i czule zapachem miłości skrapia.

Podczas pielgrzymki dzieci nie skarżą się.

Patrzą na Krzyż – tam jasny napis:

Odkupiłem cię”.

Pamiętaj, zanim Matczyne ręce przesuną cię,

jak paciorek, oddaj się Jej w modlitwie

różańcowej.

 

 

 

 

Wdzięczność

 

 

Wdzięczność ma dwa oblicza – jedna w świątyni

serca obficie zalega skąpana w miłości, czuła

jak matka, często przez łzy darowana.

Druga jest mocno osadzona w pniu świadomości.

Otwiera się i gaśnie, otwiera się i gaśnie.

Idzie w parze z rozumem.

 

Być wdzięcznym Bogu – to podjąć serdeczną więź

miłości, ukazywać swój stosunek wdzięczności

przez pamięć o darach Jego, o Jego miłości wszechogarniającej, o czułym Sercu Matki i darach Ducha Świętego.

Pamięć istnienia – życie darowane, jakkolwiek ono

przez nas rozumiane – wyłania się z dobroci Ojca.

 

Każdy kto żyje wdzięczność okazuje poprzez swą

pokorę wobec stwórczych dzieł Boga, wobec

Jego mocy i przebaczenia.

Odkupieńcza Krew Chrystusa jest wdzięcznością

dla Ojca za miłosierdzie wobec grzeszników.

 

Twój, Wędrowcze, krzyż – Jezus zawarł w Krzyżu swym.

Okaż Mu wdzięczność – swą wdzięczność serca.

Nie gaś jej nawet w dniu ogromu cierpień.

Wdzięczność miłość roznieca.

 

Wdzięczność rozumu wpatrzona w siebie.

Wyraża ją człowiek słowem, uczynkiem – za słowo, czyn.

Jest kalkulowana, zewnętrzna, pychą i fałszem

przybrana – niewdzięczna.

 

Pycha wdzięczności ludzkim rozumem rozpylana

odzwierciedla się w Sercu Chrystusa.

Cierpi Chrystus w Krzyżu nie doznając wdzięcznych

słów serca.

Człowiek stawia warunek: coś za coś.

Bóg pragnie wdzięczności bezwarunkowej.

Kochaj wdzięcznym sercem i okazuj wdzięczność.

Czułą, w miłości skąpaną, Wdzięczność.

 

 

3.02.2006r

 

 

Pokorny sługa Jezusa

(wiersz napisany w dniu pogrzebu ks. J. Twardowskiego)

 

Zawstydzona moja dusza pochówku galą.

Zawstydzone imię – poeta.

Ja jestem, pośród miliona dusz, zdążającym

pod Krzyż Chrystusa.

Nikt nie wyróżnia tu zasług czy win.

Idziemy zgodnie.

Jezusa Imię w sercu mym lśni przez powołanie.

Kapłan, każdy sługa Boży, niesie to Imię

w sobie przez święcenia otrzymane.

Czy szedł drogą Prawd Jezusa, czy omijał Prawdę,

każdy – Imię Jego w sercu mieści jako emblemat.

Wśród zdążających – tym wyróżnia Chrystus sługi swe.

 

Jestem gotów być piechurem przez czas długi, aby

Jemu, teraz wiem, stworzyć we mnie warunki

odkupieńczej męki powtórnej przez rozpoznanie.

Nie jestem odosobniony w pragnieniu tym.

Wiele dusz pragnie podążać cwałem, wiele z nich

tonie w przepastnym Miłosierdziu ku oczyszczeniu,

aby powrócić mogły na miejsce przeznaczenia

i w pokorze przejrzeć życie.

 

Jestem w tym Niebieskim Raju, który zwie się Dziewiczym - umiłowanym Rajem Ducha Świętego – w Dziewiczym

Łonie Maryi ku zrodzeniu się memu dla Jej Syna w Krzyż.

 

Umiłowani – to są kolejne narodziny dla Chrystusa.

Rodzi się niemowlę – a w nim dusza.

Rodzi się kapłan przez powołanie – a w nim Chrystus.

Rodzi się kapłan kolejny raz – niosąc Chrystusa.

Rodzi się Bóg po raz wtóry w nim w momencie służby

błogosławionej w stopniach hierarchii, rodzi się

również, w ubogim słudze, w jego pokorze.

Rodzi się dusza dla Chrystusa, gdy życie schodzi

w miejsce przeznaczenia – w Matki ramiona, a Ona

prowadzi do miłosiernej misy pełnej odkupieńczej krwi.

Tu dusza przystaje, jakby w letargu, otrzymując

obraz win.

 

Bracia umiłowani, nie sądźcie, że cierpi – wie, że On,

Bóg i Stwórca, przygotował dla niej miejsce w Sercu

Swym – ogromnej Przestrzeni Miłości.

Tu stajesz się mocarzem i nikim w swej przebytej drodze.

 

Bardzo ranią mnie, tutaj właśnie, wykwintne szaty

w postaci słów pochwał, w które mnie ubieracie.

Jestem sługą Bożym, wasz splendor pod Krzyż nie dociera.

Modlitwa, cisza, pokora a nade wszystko pamięć

- zawsze ta sama – jestem pokornym sługą Zbawiciela.

 

 

 

6.02.2006r.

 

Dałem ci siostro

 

Dałem ci, siostro, część mojej duszy,

bez skutków ubocznych.

Podczas podróży ziemskiej zastanawiałem się,

komu przekazać dar poezji, dany mi.

W świątyni serca oczekiwałem podpowiedzi.

Nie pojawił się nikt.

Maryi oddałem notes, wyrzekłem ostatnie rymy

i zdałem się na Wolę Bożą.

 

Powszechnie wiadomo, że twój udział w miłowaniu Matki jest zauważalny.

Zatem, jeśli ten dar w ręce twoje Maryja

przekazała, on ubogacony zostanie formą

modlitw wielbiących Jej Serce.

Ten czas zapisany w Przestrzeni nosi nazwę

Jawnej Obecności Boga w człowieku”.

Dziś skromnych wyrzeczeń Bóg od ciebie żąda,

nadejdzie chwila, o której My wiemy, świat

obejmie trwoga wnętrza – trudny czas rozpoznania.

Na ten czas przygotowuje Najświętsza Matka

sługi swe, uzdatniając je na przyjęcie darów Ducha.

 

Notes mój w Sercu Maryi lśni słowami:„Kocham cię”.

Dodaje mi sił w pielgrzymowaniu ostatecznym.

Droga siostro w Bogu, mój czas się skończył,

Maryja poprowadzi cię w dalszą drogę.

Życzę ci odwagi w podejmowaniu zadań,

a nade wszystko wiary, niezmąconej wiary, iż

Bóg wybrał cię ku służbie Jemu na czas trudny.

 

 

Stanąłem na Ścieżce Spokoju.

Jeszcze czas pewien poświęcić muszę

w Eucharystyczne spotkania – uściślić to, co

przeoczyłem, umocnić w Krzyżu tych, których

nie kochałem.

Odnowić Przymierze bez kropli dziegciu.

Wówczas to dopiero nasz Pan i Stwórca pozwoli mi

przejść w Kolegium niosące i rozsiewające wsparcie

miłości wśród zebranych na Górze Oddania

w imię polskości.

To są niewytłumaczalne na język ludzki procesy.

To jest Alfa i Omega, Początek i Koniec.

Jedno się kończy, drugie zaczyna.

Bez końca trwa walka o miłość Tu i na Ziemi.

 

Błogosław Duszo moja Pana.

Szczęśliwej Drogi – siostro umiłowana.

 

Bóg zapłać.

Błogosław, Ojcze, Twojemu Słudze, ks. Janowi, pokornemu Słudze Jezusa Chrystusa. Amen

 

Ostoja

 

Copyright © 2014 Lifechip.pl